sobota, 25 maja 2013

Prolog

    "I'm sick of looking for those heroes in the sky
    
            To teach us how to fly"


Widziałam ciemność. Gdzieniegdzie do pokoju przedostawało się światło księżyca wpadające przez otwarte okno. Czułam wilgotne powietrze, pod moimi nogami skrzypiała drewniana podłoga. Mimo wszystko szłam przed siebie, wyciągałam ręce aby poczuć cokolwiek. Jakąś rzecz, ścianę, obojętnie co. Coś, czego mogłabym się złapać. Spodziewałam się najgorszego. Małymi kroczkami szłam przed siebie nerwowo się rozglądając. Oddychało mi się ciężko. Pokój, w którym byłam, wydawał się nie mieć końca. Dosłownie. Miałam wrażenie, że się nie poruszam. Pot spływał mi po czole, w oczach pojedynczo pojawiały się łzy. Łzy bezsilności i strachu. Ogromna gula stanęła mi w gardle. Bałam się, cholernie się bałam. Nie wiedziałam co może się stać. Tym bardziej, nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Nasuwały mi się tysiące myśli. Okno, przez, które wpadało światło Księżyca, zniknęło. Wystraszona obejrzałam się za siebie, jego już nie było. Dałabym głowę, że ono tam jeszcze, przed kilkoma minutami było. Serce biło mi jak oszalałe, w całym pomieszczeniu było słychać tylko jego bicie i mój ciężki oddech. Obróciłam się kilka razy wokół własnej osi, miałam nadzieję, że coś zobaczę, ale nic z tego. Ciemność, ciemność i jeszcze raz ciemność. Po chwili usłyszałam skrzypienie podłogi i ciche szepty. Nerwowo rozejrzałam się po pomieszczeniu ale nadal nic nie widziałam. Szepty nasilały się a z daleka dochodziło głośne szumienie wiatru, którego powiew przysporzył mnie o mocne dreszcze. Spokojnie przeszłam następne kilka kroków, usłyszałam płacz dziecka, cichy, jakby stłumiony. Wydawałoby  się, że dziecko znajduje się w innym pomieszczeniu. Rozłożyłam ręce aby wyczuć cokolwiek. Na moje szczęście dotknęłam ściany, lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy a łza radości spłynęła mi po policzku. Tak, radości. Cieszyłam się, że dotknęłam ściany. W tamtym momencie to było najwspanialsze uczucie. Miałam wrażenie, że gdy będę się poruszać względem niej, ona wskaże mi drogę do wyjścia. Wskaże mi kierunek ucieczki z tego przeraźliwego miejsca. Chłodne łzy kolejno spadały mi na moje odkryte ramiona. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka a ciało przeszły dreszcze. Nareszcie, poczułam coś metalowego z drobnymi szczegółami, bałam się cokolwiek zrobić. Myślałam, że to pułapka. Błądząc palcami po przedmiocie natrafiłam na sznurek i szkło, które kształtem przypominało żarówkę. Na samym początku pomyślałam, że to kinkiet. To naprawdę ucieszyłoby mnie i dałoby szansę na ucieczkę, wyrwanie się z tego miejsca. Gdy chciałam pociągnąć za sznurek, płacz dziecka nasilił się. Mogłam wtedy dostrzec, że to była dziewczynka. Miała piskliwy i przeraźliwy głos, który przysporzył mnie o niemały ból głowy.

-Halo?! – zawołałam. Nikt nie odpowiadał ,za to dziewczynka przestała płakać, jedyne co było słychać to moje kroki i jej ciężkie oddychanie oraz pociąganie nosem. Chciałam podążać za odgłosami, ale to było trudne. Rozbrzmiewały z każdej strony, równocześnie. Zdałam się na ten krok i jednym, porywistym ruchem pociągnęłam za nitkę od metalowego przedmiotu. W jednym momencie oświetliło się całe pomieszczenie.  Moim oczom ukazał się mały pokoik, bez okien. Ściany pomalowane były na bladoróżowy kolor, gdzieniegdzie farba schodziła ze ściany pozostawiając po sobie brzydkie, szare plamy. Podłoga była wyłożona drewnianymi panelami, które niemiłosiernie skrzypiały. Przede mną stało niepościelone łóżko, na którym leżała dziewczynka. Miała dwa warkocze i była ubrana w różową piżamkę. Wyglądała na około 9 lat. W rękach trzymała dużego pluszowego misia, w którego się wtulała i wylewała swoje łzy. Serce mi się kroiło, miałam ochotę ją przytulić, pogłaskać po policzku. Nie znosiłam widoku płaczących, cierpiących dzieci. Tacy mali ludzie nie zasługują, w żadnym stopniu ,na jakiekolwiek cierpienie. Gdy już chciałam do niej podejść drzwi do pokoju otworzyły się. Miałam odruch ucieczki. Jednakże nie uciekłam, pozostałam w takiej samej pozycji. Moim oczom ukazała się piękna kobieta, wyglądała na jakieś 30 lat. Była dostojnie ubrana, dokładnie uczesana ,usta miała pociągnięte czerwoną szminką. W rękach trzymała walizkę. Podeszła do łóżka, klęknęła przed nim i kciukiem prawej ręki przetarła policzek dziewczynki wpatrując się w nią jak w obrazek. Dziewczynka szlochała, nie mogła się uspokoić.

-Ja już wyjeżdżam. Nie płacz już, dobrze? Córeczko?  - wpatrywała się w dziewczynkę. Ona natomiast nic nie odpowiedziała, odwróciła wzrok a potem znowu wtuliła się w swojego misia. Z trudem powstrzymywała płacz.

-Ale wrócisz? – wychlipiała dziewczynka. Matka dziewczynki odwróciła wzrok.

-Nic Ci obiecać nie mogę. Pa Nikolu – kobieta pocałowała dziewczynkę w czoło i odeszła. Dziecko położyło się na łóżku i usnęło. Być może ze zmęczenia. Ale chwila. Czy ona powiedziała , Nikola? Przecież ja miałam tak na imię. Nerwowo podeszłam do biurka stojącego obok mnie i wyciągnęłam z szafki zeszyt. Otworzyłam na pierwszą stronę. Nie mogłam w to uwierzyć. Był podpisany moim imieniem i nazwiskiem, Nikola Sawicka. Spojrzałam jeszcze raz na śpiącą dziewczynkę i uważnie jej się przyjrzałam. Dopiero teraz zauważyłam podobieństwo. Dziewczynka miała bladoniebieskie oczy i czarne włosy. Dało się też zauważyć bliznę na czole, która była schowana pod grzywką dziewczynki. Dziecko przebudziło się i nerwowo rozejrzało po pokoju.

-Mamo, mamusiu. Gdzie jesteś? – zawołała dziewczynka. Miała nadzieje, że jej mama kiedyś wróci, ale to były tylko jej nadzieje.
_______________________________
I mamy prolog! Co o nim sądzicie? :)
Pierwszy rozdział pojawi się za tydzień. Enjoy!

Kilka informacji na sam początek

Cześć wszystkim :)

Hmm..na sam początek pasowałoby się przedstawić, więc mam na imię Paula, lat 15. Założyłam tego bloga bo chciałam się sprawdzić. Jest to mój drugi blog. Poprzedni pisałam z przyjaciółką :) Chciałabym aby ta historia, którą będę tutaj publikować, wzbudzała w czytelnikach skrajne emocje. Jak będzie - nie mam zielonego pojęcia. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi motywacji do pisania. Prolog pojawi się już dzisiaj. Natomiast, pierwszy rozdział dopiero za tydzień. W ten sposób chciałabym się dowiedzieć co o tym sądzicie i czy jest sens pisać dalej. Normalnie, rozdziały będą dodawane co 4-5 dni. Komentarze mile widziane! :)

Enjoy! :)