czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 7

"You're doing all these things out of                                                                              desperation,

You're going through six degrees of                                                                               seperation"
 


Następny tydzień minął bardzo szybko, mimo wszystko nie mogłam się doczekać weekendu. Cały mój wolny czas wypełniła praca. Niestety, a może i nie. W końcu sama sobie ten zawód wybrałam, szczerze mówiąc, jestem z tego zadowolona. Odkąd dowiedziałam się, że Klaudia jest z Michałem, nasze relacje się poprawiły. Nie to, że były wcześniej złe, po prostu znaleźliśmy wspólny język. Razem z Miśkiem często do mnie wpadają i siedzimy sobie we czwórkę. Nawet nie sądziłam, ze przez niecałe dwa miesiące mieszkania w Jastrzębiu znajdę tak wspaniałych przyjaciół.

Wielkimi krokami nadchodził nasz wypad pod namioty, Misiek bardzo wczuł się w role organizatora, codziennie wspominał nam o rzeczach, które mamy zabrać, jakie ciuchy, nawet sprawdzał pogodę. Bawiło mnie to jego zaangażowanie, oczywiście w pozytywnym sensie. Wyruszyć z Jastrzębia mieliśmy w piątek po południu. Michał miał nas zawieźć swoim samochodem więc ja miałam martwić się tylko o pakowanie.

-Co zabierasz ze sobą? – zapytałam się przyjaciółki gdy ta odebrała swój telefon.

-Nooo najpotrzebniejsze rzeczy. Ciuchy, śpiwór…..i tyle. Przecież za granicę nie wyjeżdżamy – zaśmiała się.

-Ja tam nie wiem, gdzie nas Misiek wywiezie – odparłam przypominając sobie, że Michał nie chciał nam zdradzić miejsca, w którym mieliśmy się zatrzymać. Z jego opowiadań miało być magiczne i romantyczne. Jakie naprawdę będzie, tego nikt nie wie.

-Jak coś to dzwonimy pod 997!

-Spoko – roześmiałam się do słuchawki i jedną ręką spakowałam japonki do torby – A namiot? Bierzesz?

-Michał bierze jeden, będziemy spać we dwoje pod jednym – sądząc po tonie głosu, uśmiechała się od ucha do ucha. Jej szczęście napełniało mnie od środka pozytywną energią.

-Huhu. Grubo – roześmiałam się – To ja biorę swój i będę koczować w nim sama, jak byś strzeliła focha na Michała to przyłaź, przygarnę Cię!

-Dziękuję Ci łaskawco! A teraz spadam, muszę jeszcze kilka rzeczy spakować. Za kilka godzin się zobaczymy – powiedziała szybko po czym pożegnałam się z nią i rozłączyłam. Uśmiechnięta ruszyłam w kierunku wierzy i włączyłam ostatni album swojego ulubionego zespołu. Idąc w rytmie muzyk, zabierałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy z szaf i wkładałam je do torby. Rzeczywiście, nie było ich tak dużo. Gdy już to wszystko zrobiłam, ubrałam się w jasne przetarte dżinsy, luźny granatowy sweter i szare Conversy. Zadowolona z siebie runęłam na sofie i patrzyłam w sufit. Rozmarzyłam się w piosence dochodzącej z głośników wieży, nie wiadomo kiedy usnęłam. Obudziło mnie dopiero dzwonienie do drzwi, natarczywe dzwonienie. Na samym początku pomyślałam, że to sąsiadka potrzebująca pomocy bądź ktoś inny, gdy otworzyłam drzwi, okazało się, że był to Misiek. Stał uśmiechnięty od ucha do ucha, i opierał się o framugę drzwi.

-Gotowa? – zapytał. Gdy zauważył moją torbę stojącą obok sofy, od razu wszedł do mieszkania i zabrał ją ze sobą.

-Jak widzisz, jestem gotowa – okręciłam się wokół własnej osi po czym Misiek się roześmiał, ja zabrałam z komody telefon, klucze i wyszłam z mieszkania zamykając je na wszystkie spusty. Gdy wyszliśmy z bloku, auto Michała stało już zaparkowane na parkingu. Z dala można było zauważyć Klaudię ze swoim „menem” siedzących na tylnym siedzeniu.

-A ci znowu się ślinią – wzdrygnął się Kubiak otwierając bagażnik.

-To się nazywa miłość – powiedziałam z uśmiechem podając mu torbę.

-Nie, raczej ślinotok – roześmiał się po czym zamknął bagażnik i jak na prawdziwego mężczyznę przystało otworzył mi przednie drzwi. Z uśmiechem mu grzecznie podziękowałam po czym wsiadłam do auta.

-Jak tam gołąbeczki? – odwróciłam się w stronę zakochanych.

-Spoko, tylko jesteśmy ciekawi jednego..- zaczął Łasko obejmując Klaudię – Gdzie nas ten pirat zawiezie – powiedział z uśmiechem wskazując na Kubiaka, który w tamtym momencie znalazł się na miejscu kierowcy.

-W bardzo ciekawe miejsce.. – wyszczerzył si od ucha do ucha – I gdzie ty tu widzisz pirata?! – jęknął.

-Spójrz w lustro – powiedziałam z głupim uśmiechem na twarzy.

-Głupia – roześmiał się i dźgnął mnie palcem w brzuch.

-Zbok – prychnęłam i zapięłam pasy. Z tyłu dało się usłyszeć chichy Klaudii i Michała. Niepewnie odwróciłam głowę w ich stronę, spoglądali na siebie i o czymś po cichu dyskutowali.

-Wiecie co? – zaczął Łasko – Wy to do siebie jednak pasujecie – roześmiał się po czym ja z Kubiakiem spojrzeliśmy w ich stronę a potem sami na siebie. Mina Michała była tak samo zdezorientowana co moja. Nie wiedząc o powiedzieć, oboje wy buchnęliśmy gromkim śmiechem.

-Popieram – powiedziała Klaudia podnosząc rękę do góry.

-Dzieci…wyspaliście się dzisiaj? – zaśmiałam się spoglądając na nich z politowaniem.

-Coś główka nie domaga – poparł mnie Kubiak, który w tamtym momencie odpalił silnik.

-Dobra, kłócić się nie będziemy….- zaczęła Klaudia.

-I bardzo dobrze – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.

-Ale i tak swoje wiemy! – dokończyła entuzjastycznie.

-Czyli nic – powiedzieliśmy razem z Kubiakiem po czym roześmiani przybiliśmy sobie głośną piątkę.

-A do was to dalej nie dociera… - westchnął Łasko.

-Zmieńmy temat – zaproponowałam – Ja to bym się chciała dowiedzieć, gdzie to nasz szanowny Pan Kubiak wiezie – odparłam spoglądając na roześmianego Kubiaka.

-Dowiesz się w swoim czasie – uśmiechnął się zawadiacko po czy otworzył okno i oparł łokieć na jego framudze. W tamtym momencie dało się usłyszeć głośny śpiew Łasko.

-Zimny łokieć! – darł się na cały glos atakujący. Śmiechów nie było końca. W bardzo przyjaznej atmosferze dotarliśmy do celu. Przez całą drogę nie wiedziałam dokąd jedziemy, gdzie jesteśmy, no i przede wszystkim, nie udało mi się tego wyciągnąć od Kubiaka. Zakochani także siedzieli zakłopotani.

-Jesteśmy na miejscu – powiedział rozbawiony Michał zatrzymując samochód. Niepewnie rozpięłam pasy i wyszłam z samochodu. Widok…nie powalał. Malutki parking w lesie a koło niego malutka polana.

-No ładnie tutaj jest – skłamałam widząc uradowaną twarz Kubiaka, który już wyjmował bagaże z samochodu. Tak bardzo się w to zaangażował, że szkoda by mi go było, gdybym mu powiedziała, że to miejsce jest do kitu.

-Co? – prychnął i zamknął bagażnik – Proszę Cię – roześmiał się podając mi moją torbę – Nie produkuj się. Wiem, że Ci się nie podoba – uśmiechnął się ironicznie spoglądając mi w oczy – Ale! – zaczął.

-Naprawdę mi się podoba! – powiedziałam to jak najbardziej realistycznie. Ale chyba nie za dobrze mi to wychodziło bo oczy Kubiaka, były jeszcze bardziej roześmiane ni ż wcześniej.

-Kochana, dasz mi dokończyć? – westchnął.

-Proszę.

-To nie tu – odpowiedział z uśmiechem i ruszył przed siebie – To jest tylko parking. Wy naprawdę myśleliście, że ja was tu zabiorę?

-Noooo – odparła niepewnie Klaudia.

-Dziękuję Ci Klaudyno! – specjalnie podkreślił ostatnie słowo, aby dodatkowo denerwować Klaudię. 
To było naprawdę słodkie i zarazem śmieszne.

-Kubiaczyna! Tylko mi bez takich!

-Bo co? – roześmiał się po czym odebrał ode mnie mój bagaż.

-Jaaaajco!

-Jajko to ty będziesz jutro na śniadanie jadła – uśmiechnął się szelmowsko po czym podszedł do mnie i wziął ode mnie mój bagaż.

-Co ty..- zaczęłam patrząc na niego zdziwiona.

-Nie widać? Ni chcę żebyś się przemęczała – uśmiechnął się do mnie po czym wyszedł na prowadzenie. Łasko również chwycił torbę swojej ukochanej i dołączył do Kubiaka idącego przed nami.

-Między Toba a Michałem naprawdę nic nie ma? – zapytała mnie przyjaciółka, gdy zauważyła, że chłopaki oddalili się już o pewną odległość.

-Jest – odparłam bezinteresownie.

-Nawet nie wiesz jak się cieszę! – powiedziała podekscytowana.

-Drzewo – wskazałam z uśmiechem na drzewo stojące po środku drogi.

-Ty to jednak jesteś… - westchnęła.

-Ale i tak mnie kochasz! – powiedziałam radośnie całując ją w policzek.

-Nie – prychnęła, ale po tym zraz się uśmiechnęła – I tak wszystko widać – westchnęła uśmiechając się pod nosem.

-Co widać? – zapytałam zaciekawiona.

-Że iskrzy! – odparła prawie krzycząc.

-No iskrzyć to będzie jak chłopaki będą ognisko rozpalać – uśmiechnęłam się szeroko. Jedyne co było do zauważenia to piękny faceplam Klaudii.

-Załamka – powiedziała wlepiając wzrok we mnie – Ironizować to ty  umiesz.

-Zawsze i wszędzie – wypięłam pierś dumnie po czym wybuchłam gromkim śmiechem.

-Ale tak na poważnie, to widać, że Kubiak traktuje Cię inaczej – powiedziała  po raz kolejny wlepiając wzrok we mnie.

-Jesteśmy…przyjaciółmi. Nic więcej – powiedziałam z uśmiechem. Chciałam jak najszybciej wywinąć się z tej rozmowy. Wiedziałam, ze nic z tego by nie wynikło, Michał i ja byliśmy tylko przyjaciółmi. Tak, przyjaciółmi. Mimo, że znaliśmy się niecałe dwa miesiące. Ufałam mu całkowicie, może nie całkowicie, ale bardzo. Zadziwiał mnie fakt, ze był dla mnie tak opiekuńczy. Ale podobało mi się to, czułam, że mam kogoś przy sobie, oprócz Klaudii. Chwilę potem zauważyłam, że chłopacy nas wołają. Pociągnęłam Klaudię za rękaw od bluzy i razem, truchtem podbiegłyśmy do chłopaków. Droga w tamtym momencie się skończyła. Las rozszedł się na dwie strony. Oniemiałam. Przede mną była rozłożysta, gładka polana, na której nie było widać oznak jesieni. Była zielona, gdzieniegdzie można było zauważyć piękne kolorowe kwiaty. Naprzeciwko mnie, za polaną, ujrzałam piękne, czyste jezioro, na którym pływali lilie wodne. Przy brzegu rosły trzciny a kaczki pływały sobie spokojnie. Lasy, który dotąd otaczał z dwóch stron drogę, rozdzielił się i w tamtym momencie tworzył „otoczkę” całego miejsca. Dodawało mu to niesamowitego uroku. Przez dłuższą chwilę w ogóle się nie odzywałam, rozglądałam się tylko w około. Spojrzałam na Klaudię, ta tak samo stała z otwartą buzią kręcąc się wokoło.

-Podoba się? – zapytał uśmiechnięty Kubiak rozkładając ręce. Byłam w niemałym szoku, szybko podbiegłam do Michała i się do niego przytuliłam.

-Bardzo – odparłam radośnie.
________________________________________
I jest siódmy rozdział :) DOPIERO! ;/ Przepraszam za nieobecność ale nie wiedziałam czy dodawać rozdziały na tego bloga, czy go ktokolwiek czyta. Ujawni się jakaś dobra dusza? :)