piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 6

"They say bad things happen for a reason
But no wise words gonna stop the bleeding"

Po kilku dniach wylegiwania się w łóżku, czułam się już dużo lepiej, co prawda, katar mnie męczył cały czas, ale byłam już zdolna do wyjścia spod kołdry. Z racji tego, że miałam dziś wolne, postanowiłam odwiedzić chłopaków podczas treningów i pogadać z Klaudią. Tym razem na spokojnie. Cały ten czas się mną opiekowała i przychodziła po pracy aby pomóc mi w mieszkaniu. Nie potrzebowałam tego i odsyłałam ją do siebie, ale była na tyle uparta, że nie  ruszyła się z miejsca. Jej obecność bardzo mi pomogła, ale gdy odchodziła do siebie, czułam dziwną pustkę. W mieszkaniu było cicho, słychać było tylko mój ciężki oddech i dźwięki dochodzące z telewizora , bądź laptopa. Misiek  odwiedził mnie jeszcze kilka razy, przynosił mi z dnia na dzień coraz więcej rzeczy do jedzenia, gdyż cały czas dręczyły go wyrzuty sumienia, że to przez niego byłam chora. Wcale tak nie było, wmawiałam mu to, ale był równie uparty co Klaudia. Niechętnie wstałam z sofy i poprzeciągałam się we wszystkie strony, wstałam i pewnym krokiem podeszłam do okna, aby zobaczyć jaka jest pogoda. Odsłoniłam zasłony co spowodowało,  że słońce mnie oślepiło. Jego promienie, mimo wczesnej godziny, były bardzo mocne. Od razu się uśmiechnęłam i przetarłam oczy, otworzyłam okno i zabrałam się za ścielenie sofy. Wszystko ładnie poukładałam, koce złożyłam i włożyłam do szafy. Jeszcze raz spojrzałam na pokój, był w kiepskim stanie, ale postanowiłam, że większe porządki sporządzę po powrocie od Klaudii. Pewnym krokiem ruszyłam do sypialni, po drodze minęłam lustro wiszące na ścianie, zatrzymałam się i odwróciłam się w jego stronę, aby zobaczyć jak wyglądam. Ładny obrazek to nie był. Oczy miałam podpuchnięte, włosy potargane, a całość uwieczniła moja bladość. Tak być nie może – powiedziałam w duchu i ruszyłam do sypialni. Z szafy wyjęłam czarne legginsy, sweter wełniany i botki. Z tym wszystkim ruszyłam do łazienki. Szybko się rozebrałam, weszłam pod prysznic i pozwoliłam na to aby woda obmyła moje ciało. Wyszorowałam się dokładnie i umyłam włosy, po wyjściu z kabiny wysuszyłam się, włosy też . Stojąc w szlafroku zrobiłam makijaż i ułożyłam włosy, zostały mi już tylko ubrania. Szybko je założyłam i wyszłam z łazienki, natychmiastowo skierowałam się w stronę lustra, w którym się przeglądałam ostatnio. O niebo lepiej – powiedziałam po cichu zadowolona z efektu końcowego. Teraz dopiero, poczułam się świeżo i dobrze. Zmyłam  siebie tę całą chorobę. Uśmiechnięta wróciłam do łazienki i posprzątałam pozostałości po mojej porannej toalecie. Po wszystkim zjadłam śniadanie i wyszłam z mieszkania aby spotkać się z Klaudią i chłopakami. Już po wyjściu z bloku poczułam to świeże powietrze, którego tak mi wcześniej brakowało. Szybkim krokiem ruszyłam do hali. Gdy się już tam znalazłam, z wejściem nie miałam problemu, zaprzyjaźniona z Klaudią pani sprzątaczka wpuściła mnie bez słowa sprzeciwu. Gdy byłam już na korytarzu usłyszałam dźwięk odbijanej piłki, gwizdy butów i krzyki chłopaków. Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Szybkim krokiem poszłam na schody aby pójść do biura Klaudii. Korytarz, który prowadził do jej pokoju, był zarówno balkonem, z którego było widać cały parkiet.  Podeszłam do barierek i oglądałam chłopaków, którzy zacięcie ze sobą rywalizowali, oczywiście na żarty. Po kilku minutach zaszłam do Klaudii.

-Co ty tutaj robisz?! – wstała z krzesła i spojrzała na mnie  z wyrzutem, kiedy to ja tylko przeszłam przez próg jej gabinetu.

-Jestem – odparłam bez entuzjazmu – Nie cieszysz się? – udałam obrażona. Wiedziałam, że to ją lekko zdenerwuje, ale w tym wypadku nie miała nic do gadani. Uśmiechnęłam się do niej przepraszająco.

-Cieszę – odparła spoglądając na mnie wrogim wzrokiem – Miałaś jeszcze leżeć w łóżku – powiedziała po czym podsunęła krzesło pod biurko abym mogła na nim usiąść.

-Mendaczu… - jęknęłam siadając naprzeciwko przyjaciółki – Jestem już zdrowa- powiedziałam spoglądając w jej tęczówki.

-No chyba sobie żartujesz – prychnęła – Miałaś leżeć jeszcze przez kilka dni! – powiedziała z wyrzutem.

-Po co mam się ta kisić? – zapytałam zdezorientowana.

-Eeeeee..żeby wyzdrowieć ? – spojrzała na mnie jak na idiotkę po czym zanurzyła się w stercie papierów, które właśnie uzupełniała.

-Jak już wyzdrowiałam – odparłam zdziwiona.

-Michał Cię zabije – wyszczerzyła się do mnie – No właśnie, chodźmy do nich na dół – powiedziała po czym wstała zza biurka. Kiwnęłam tylko głową i ruszyłam za przyjaciółką. Lekkim truchtem dotarliśmy do drzwi prowadzących na boisko. Od razu skierowałyśmy się na trybuny. Chłopaki byli zajęci grą, więc przez kilka minut nie zauważyli nas. Lecz później Misiek zobaczył, że ich obserwujemy i natychmiastowo do nas podbiegł. Minę miał dziwną, jakby złą.

-Co tam? – zapytałam uśmiechnięta spoglądając z dołu na Kubiaka. Ten założył ręce na tors i uważnie mi się przyjrzał.

-Straciłaś rozum do reszty? – zapytał poważnie. Chciałam wykryć z jego twarzy jakiekolwiek emocje, ale nie udało mi się. Poker Face.

-Jakieś tam resztki się jeszcze znajdą – uśmiechnęłam się do niego lekko.

-Ja tam sądzę, że nawet tych resztek tam nie ma – prychnął i kucnął tak, że jego twarz znajdowała się naprzeciwko mojej.

-Są – odparłam dumnie i uważnie mu się przyjrzałam. Wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi oczami z żalem ale i z wyrzutem.

-Serio?

-No tak.

-To po co dzisiaj przychodziłaś? – zapytał się mnie spoglądając raz na mnie raz na Klaudię, być może chciał aby ona też coś wtrąciła, powiedziała coś. Ale przyjaciółka siedziała w bezruchu wpatrując się w grających na boisku chłopaków.

-Bo się stęskniłam – zrobiłam maślane oczy i spojrzałam na Miśka. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech 
– Żeby nie było! Za wami wszystkimi – dodałam podnosząc serdeczny palce do góry.

-Jasne, jasne – prychnął – Tak sobie wmawiaj. Było leżeć małpo, jeszcze chora jesteś – w tamtej chwili przybiłam pięknego faceplama. Miałam nadzieję, że chociaż Misiek nie będzie drążyć tego tematu.

-Kubiak, na boisko! – wyszczerzyłam się do Kubiaka po czym wskazałam palcem na grających chłopaków na boisku.

-Palcem się nie pokazuje – odparł poważnie po czym na jego twarzy pojawił się duży uśmiech.

-Bo?

-Bo jajo. A tak poważnie to miałem dzisiaj do Ciebie wpaść po treningu. Mam soki, leki inne duperoły – skrzywił się.

-Innym razem – mrugnęłam okiem po czym przeczesałam ręką jego włosy. Ten lekko się zachwiał po czym wstał i usiadł koło mnie na krzesełku. Spojrzał na zapatrzoną Klaudię po czym od razu się uśmiechnął.

-Kochaś zaraz przyjdzie – odparł wyszczerzony. Klaudia od razu na niego spojrzała z wyrzutem i zgromiła go swoim wzrokiem. Sama byłam zdziwiona, nie wiedziałam o co chodzi.

-Klaudiaaaa – zaczęłam niepewnie, spoglądając raz na wyszczerzonego Kubiaka, raz na nią.

-No co ty ode mnie chcesz? – roześmiała się.

-Chcesz mi… - nie dokończyłam gdyż podbiegł do nas nasz kapitan.

-Cześć Nikola – Michał wesoło przywitał się ze mną po czym od razu usiadł koło Klaudii.

-Oni są razem? – zapytałam po chichu Kubiaka.

-Zarzekają się, że nie. Ale ja tam widzę co się święci – odparł dumny.

-To ja jestem w takim razie…kijowo poinformowana.

-Czyli jak zawsze – roześmiał się po czym dostał ode mnie mocnego kuksańca w bok.

-Ale małpa – powiedziałam przez zęby.

-Z kogo? – wtrąciła się Klaudia. Oderwała się od zaciętej rozmowy z Łasko. Mimo wszystko, fajnie ze sobą wyglądali. Tylko denerwował mnie fakt, że jesteśmy ze sobą tak blisko, a ona nie mówi mi o wszystkim. Ale w końcu to jej życie, może nie potrzebnie się wtrącam. Kubiak zauważył to, że chciałam pogadać z Klaudią, więc wstał z trybun i razem z Michałem odszedł w stronę boiska.

-Z Ciebie – odparłam z udawanym „fochem”.

-A to dlaczego? – zapytała znowu uważnie mi się przyglądając. Uśmiechnęłam się do niej a potem spojrzałam na Łasko, później znowu na nią. Klaudia zauważyła o co mi chodzi po czym schowała swoja twarz we włosach. Mimo tego dało się zauważyć, że jest uśmiechnięta.

-Mnie nie musisz okłamywać – powiedziałam ciągle spoglądając na nią – Coś się święci nie? – wyszczerzyłam się do niej i poruszałam znacząco brwiami, ta podniosła głowę i uśmiechnęła się jeszcze szerzej – Szczęścia skarby – przytuliłam ją i pocałowałam w policzek.

-Dziękujemy – powiedziała cicho mocno mnie przytulając.

-Ale powiedz mi jedno… -  odparłam gdy już wyrwałam się z jej uścisku –Jak długo wy…

-Dwa miesiące – odparła wyszczerzona ale zarówno patrzyła na mnie lekko bojącym się wzrokiem. Zresztą się nie dziwię, miałam ochotę ją zabić.

-I ty mi to dopiero teraz mówisz? – jęknęłam i oparłam plecy o krzesło.

-Nie było okazji – uśmiechnęła się do mnie po czym wyciągnęła lusterko aby poprawić makijaż.

-Taaaa…widujemy się codziennie – burknęłam i spojrzałam na nią z żalem w oczach.

-Oj tam oj tam… - westchnęła.

-Jestem wkurzona – odparłam krzyżując ręce.

-Ej no nie bądź zła już na mnie….

-Nie na Ciebie ! – burknęłam spoglądając na zagrywającego Kubiaka.

-To na kogo? – zapytała z zaciekawieniem w oczach.

-Na siebie – odparłam ponuro nie spoglądając na przyjaciółkę.

-A to dlaczego? – po kolejnym jej pytaniu miałam wrażenie, jakby prowadziła ze mną wywiad.

-Bo ten ciul – palcem wskazałam na Kubiaka, oczy Klaudii od razu spoczęły na nim – Pierwszy się zorientował, że między Tobą a Łasko iskrzy… - burknęłam niezadowolona. Ta tylko uśmiechnęła się od ucha do ucha i rozsiadła się na krześle – Łasko na dywanik! – krzyknęłam do atakującego. Ten przybiegł do nas truchtem i stanął przed nami.

-Słucham dyktatorze – odparł poważnie a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wstałam z krzesła i podeszłam do niego jeszcze bliżej, tak, że stałam z nim twarz w twarz, a racze, twarz w tors. Podniosłam głowe do góry i spojrzałam mu w oczy.

-Łasko… - powiedziałam poważnie chcąc wypatrzyć z niego jakiekolwiek emocje, stał niewzruszony a uśmiech ne schodził mu z twarzy. Można było dopatrzyć się też lekkiego zdziwienia w jego oczach. Po chwili przytuliłam się do niego z całej siły – Opiekuj się nią dobrze – powiedziałam ciągle się do niego przytulając. Łasko przez chwilę nie odpowiadał ale to pewnie dlatego, że nie wiedział o tym, że wiem o jego związku z Klaudią.

-Będę – odparł po chwili. Odczepiłam się w końcu od niego i znowu stanęłam naprzeciwko niego.

-Jak coś jej się stanie…to nie daruję! – pogroziłam mu palcem i znowu usiadłam na trybunach koło Klaudii. W mgnieniu oka pojawił się koło nas Kubiak, uśmiechnięty od ucha do ucha podszedł do Łasko, objął go i poklepał po plecach.

-Stary, szczęścia! – powiedział wyszczerzony, ja tylko zgromiłam go wzrokiem, ale później sama się roześmiałam widząc ich szczęście – Mam pomysł – odparł po chwili przyjmując poze myśliciela, spoglądał na każdego raz po raz, po czym przystanął na mnie – Nikola już jest w to trochę wtajemniczona – powiedział cwaniacko się uśmiechając.

-Że co? – zapytała zdziwiona. Nie miałam zielonego pojęcia o czym on mówi. Wszystkie oczy były wtedy skierowane na mnie. Tylko ja patrzyłam ze zdezorientowaną mina na Kubiaka.

-Biwak – poruszał znacząco brwiami i uśmiechnął się jak głupi do sera. Ja tylko przybiłam pięknego faceplama i schowałam twarz w dłonie. Nawet nie wiedziałam co o tym mysleć. Gdy za pierwszym razem Michal mi o tym powiedział, myślałam, że żartuje. Teraz okazało się, że nie. Po chwili namysłu stwierdziłam, że to może być naprawde dobry pomysł. A ja się troche rozerwę i bliżej poznam Kubiaka i Łasko. Sporzałam z dołu na Kubiaka i tylko pokiwałam twierdząco głową.

-Myśleliśmy nad tym, aby w weekend wyjechać we czwórkę nad biwak. Wiecie, jeziorko, ognisko…takie sprawy – poruszał znacząco brwiami i czekał na odpowiedź Klaudii i Michała. Wymieniali ze sobą spojrzenia, wydawało mi się, że są temu przychylni, a Klaudii, ten pomysł nawet się spodobał.

-Okej – odparła zadowolona – Ale kiedy?

-Następny weekend mamy wolny – odparł zadowolony Misiek.


-Zapowiada się ciekawie – odparłam z uśmiechem przyklejonym na twarzy spoglądając na wszystkich po kolei.
____________________________________
Kto wygra mecz?! POLSKA! :D Co sądzicie o tym rozdziale? :)

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 5

"Lost in confusion, like an illusion"

W nocy usnęłam dosyć szybko, jednak deszcz bijący o moje szyby, często mnie budził.  W tamtych chwilach sięgałam po swoje mp3 i słuchałam ulubionych piosenek, przy których zawsze się rozmarzałam. Nad ranem nie mogłam już spać, słońce które wstało już wcześniej, raziło mnie po oczach, a sama ja ,nabrałam ochoty do życia. Odłożyłam swoje Mp3, które było zaplątane w moich nogach, na szafkę nocną i pościeliłam łóżko. Dzisiaj nie miałam nic ważnego do pracy, mimo moich sprzeciwień aptekę prowadził dziś Pan Jarek. Chciałam zostać, ale był na tyle uparty, że mi na to nie pozwolił. Teraz już wiedziałam po kim Klaudia jest tak uparta. Wzięłam więc ubrania przygotowane wczoraj i poszłam z nimi do łazienki. Umyłam się, wyszczotkowałam zęby i związałam włosy w wysokiego kucyka. Założyłam luźny szary T-shirt, czarne legginsy i szare Vansy. Oczy musnęłam tylko tuszem do rzęs i wyszłam z łazienki. Po drodze zakręciło mi się w głowie kilka razy, przez co mało co nie upadłam. Stwierdziłam, że to z powodu braku witamin. Podeszłam więc do szafki i wyjęłam z niej pudełeczko z tabletkami. Połknęłam jedną i zaczęłam robić śniadanie. Szybko je zrobiłam i zjadłam po czym siadłam na sofie i zaczęłam krążyć po kanałach. Mimo iż była piękna pogoda na polu, po deszczu nie było widać ani śladu, ja siedziałam w pokoju z pilotem w ręku. To mnie dobijało, strasznie dobijało. Moje lenistwo, a może nieśmiałość.  Niechęć poznania nowych ludzi, w sumie to nie wiem.  W pewnym sensie byłam na siebie zła, nie pasował mi taki styl życia, ale jakoś nie miałam ochoty go zmieniać. Podczas oglądania mojej kochanej telenoweli usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi, powolnie wstałam trzymając się sofy, aby nie przewrócić się, gdyż zawroty głowy trzymały się mnie jeszcze. Gdy otworzyłam drzwi, spostrzegłam w nich roześmianą twarz mojej przyjaciółki.

-No część siostra! – powiedziała uśmiechnięta.

-Siemka, siemka – odpowiedziałam całując ją w policzek –Wejdź do środka – zaprosiłam ją do mieszkania. Ta nic nie odpowiedziała, tylko zmierzyła mnie wzrokiem i położyła rękę na moim czole – Co? – zapytałam, patrząc na nią zdezorientowana.

-Ty jesteś chora – powiedziała poważnie i wzięła mnie pod ramię –Chodź, zmierzę Ci temperaturę – odparła stanowczo i przeszła ze mną do salonu.

-Klaudia….co ty dajesz, świetnie się czuję – wymusiłam lekki uśmiech i spojrzałam na nią z wyrzutem. Spojrzała na mnie z ironią i podeszła do szafki stojącej obok lodówki, wyjęła z niej apteczkę, w której znajdował się termometr. Szybko z nim do mnie podeszła i kazała mi się położyć –Ale Klaudiaaa! – jęknęłam.

-Żadne ale! – powiedziała stanowczo.

-Zachowujesz się jak moja matka… - roześmiałam się, po czym stwierdziłam, że źle dobrałam swoje słowa. Gdyż ja swojej matki nie miałam. Mina od razu mi zrzedła, Klaudia to zauważyła i odwróciła wzrok. Pewnie nie wiedziała jak ma się zachować, zresztą nie dziwie się jej. Szybko zmieniłam temat biorąc termometr do ręki – Zaraz się przekonasz, że wcale chora nie jestem – powiedziałam lekko się uśmiechając.

-Kto się przekona, ten się przekona. Ja tam czułam, że masz z 39 stopni, jak nie więcej – mruknęłam i podeszła do fotela, stojącego obok i zdjęła z niego narzutę – Połóż się dziecko – uśmiechnęła się.

-To „dziecko” jest starsze od Ciebie – fuknęłam śmiejąc się.

-Może, ale nie dzisiaj – roześmiała się i przykryła mnie narzutą.

-A tak w ogóle, to po co tu dzisiaj przyszłaś? – zapytałam gdy ta usiadła obok mnie.

-No wiesz, chciałam Cię wyciągnąć z tej nory, na zakupy – roześmiała się i zdjęła kurtkę, która miała na sobie – Ale jak zobaczyłam Cię w takim stanie, to od razu zmieniłam zdanie – odparła poważnie po czym spojrzała na mnie jeszcze raz – Blada, policzki czerwone, zmęczona. Dziewczynoooo, na pewno jesteś chora… - nie dokończyła po przerwał jej dźwięk termometru, który sygnalizował o wyjęciu go spod pachy. Szybko to zrobiłam i podałam termometr Klaudii.

-A nie mówiłam? – prychnęła – 39 stopni, pozdrawia - sztucznie się uśmiechnęła.

-Co? – zdziwiłam się – Wcale się na tyle nie czuję – odparłam wstając z łóżka.

-Te! Ty mi się tu stąd nie ruszasz nigdzie! – powiedziała stanowczo i pogroziła mi palcem, co wyglądało dosyć dziwnie.

-No okej, okej – powiedziałam zrezygnowana i przykryłam się narzutą – Ale ty masz przecież prace debilu – fuknęłam i spojrzałam na nią z wyrzutem.

-Poradzą sobie beze mnie, jak coś to mają do mnie telefon, będą do mnie dzwonić – mrugnęła okiem i poszła do kuchni – Sok malinowy czy herbata? – krzyknęła.

-Sok – odpowiedziałam włączając telewizor.

-Proszę, sok i tabletki – podeszła do mnie z tacą, na której były wszystkie wypowiedziane przez nią rzeczy.

-Dzięki Klaudia, ale nie musisz się mną zajmować, jestem już dorosła – powiedziałam po czym wzięłam łyk gorącego soku.

-Oj tam, ktoś musi się Tobą zaopiekować, a w ogóle, to spędzimy trochę czasu razem, nie? – roześmiała się po czym usiadła na fotelu, stojącego obok. Po obejrzeniu kilku odcinków telenoweli telefon Klaudii, zaczął natarczywie dzwonić, przez co dostałam okropnego bólu głowy. Chyba naprawdę byłam chora.

-Przepraszam – powiedziała Klaudia po czym szybko odebrała telefon –Tak? – powiedziała do głośnika – O cześć Misiek! – odpowiedziała z uśmiechem, natychmiastowo na mojej twarzy pojawił się niesamowity banan, od ucha do ucha – No jestem u Nikoli, bo leży chora, nie wiem gdzie ona łaziła, że się tak przeziębiła – roześmiała się. Ja natychmiastowo przybiłam faceplama przypominając sobie wczorajszy spacer w deszczu z Miśkiem, być może dlatego byłam chora – No leży bidula z 39 stopniami gorączki – kontynuowała – Okeeej, a po co dzwoniłeś? Tak tylko żeby się zapytać co robię? Dziwny jesteś… - powiedziała z lekkim uśmiechem – To do jutra – odpowiedziała i zakończyła rozmowę.

-Co chciał? – zapytałam spoglądając na przyjaciółkę.

-W sumie to nie wiem, zapytał się co robię i …tyle – odpowiedziała bez entuzjazmu po czym znów wlepiła wzrok w telewizor. Przez następne pół godziny oglądałyśmy jakiś program muzyczny, nawet mi się spodobał. Klaudii chyba też, bo występował w nim jej ulubiony piosenkarz. Prawie przez cały czas jarała się nim jak kamera była skierowana wprost na niego. Nagle usłyszałyśmy dźwięk dzwonka do drzwi.

- Kogo tam nieeesie – jęknęłam i przykryłam twarz narzutą –Niech spada gdzie indziej – mruknęłam, a zadowolona Klaudia podeszła do drzwi, aby je otworzyć.

-Misiek?! – powiedziała podniosłym, a zarazem zdziwionym głosem. Na to słowo zareagowałam  jak po zażyciu dużej dawki kofeiny – Co ty tutaj robisz? – zapytała Klaudia wpuszczając go do środka.

-Jestem – odparł z ironią spoglądając na nią jak na idiotkę.

-Eeeee..a dokładniej? – zapytała.

-Stoję – wyszczerzył się jak głupi i wszedł do salonu .

-Z tego co zauważyłam to ty zawsze stoisz – zaśmiała się i odwiesiła kurtkę Michała.

-If you know what I mean! – krzyknęłam z salonu nie podnosząc się z sofy. Zawsze musiałam coś swojego wtrącić do rozmowy, a akurat wtedy, była znakomita sytuacja.

-Chora, ale humorek dopisuje – Michał powolnym krokiem wszedł do salonu i podszedł bliżej łóżka, po czym klęknął przed nim, raczej przede mną. W jednej ręce trzymał siatkę pomarańczy a w drugiej przeróżne soki i słodycze.

-Co to? – zapytałam wskazując na jego torby, nie miałam siły nawet wstać z sofy.

-Jak widzisz, same teraz najpotrzebniejsze rzeczy. Dla Ciebie oczywiście! – powiedział z entuzjazmem po czym poszedł do kuchni i odstawił wszystko na blat kuchenny. Był w moim mieszkaniu niecałe 5 minut a już zachowywał się jak u siebie. Nie ukrywam, było to denerwujące, ale i śmieszne. Gdy Misiek wrócił z kuchni usiadł w fotelu a Klaudia obok niego, na oparciu.

-Nie żebym była nieprzyjemna, wredna czy coś… - zaczęłam – Ale po co przyszedłeś do mojego mieszkania? – roześmiałam się.

-Wiesz, to przeze mnie jesteś chora …

-Co? – Klaudia przerwała  mu prawie piszcząc. Kubiak głęboko westchnął i spojrzał na mnie błagalnie.

-Mówiłem, że mnie zabije gdy się dowie, że przeze mnie jesteś chora?- powiedział z wyrzutem patrząc na mnie śmiejącymi się oczami.

-Było skłamać – prychnęłam uśmiechając się szeroko.

-Wiesz, że ja nie umiem kłamać! – fuknął Misiek.

-Eheee – odparła Klaudia wywracając oczami.

-Masz coś do mnie….Klaudyna? – prychnął Kubiak spoglądając na przyjaciółkę.

-No raczej, bo Twoje ostatnie wykręty z treningu były raczej marne… - uśmiechnęła się z ironią. Kubiak cały czas patrzył się na nią zdezorientowany.

-Wszyscy wiedzą, że po ostatnim meczu z Asseco poszedłeś z Zibim na piwko – wyszczerzyła się głupio i dała mu kuksańca w bok.

-Ale to jeden raz… - Misiek posmutniał i spojrzał na nią z żalem.

-A! I nie mów na mnie Klaudyna!

-Paciemu?

-Bo pójdę do trenera i zaserwuję Ci taki wycisk na treningu, że go na długo popamiętasz! – pogroziła mu palcem po czym u mnie, jak zwykle, na twarzy pojawił się ogromny banan.

-Dobrze…..Klaudusiu… - odparł Misiek wpatrując się w Klaudię maślanymi oczami.

-Nic nie poprawia mi nastroju bardziej, niż wasze kłótnie! – roześmiałam się patrząc na tą dwójkę.

-Widzisz Misiek! Musimy się częściej kłócić! – powiedziała z entuzjazmem przyjaciółka.

-A bardzo chętnie! – powiedział śmiejąc się od ucha do ucha.

-To teraz Misiek, spowiadaj się, czemu Nikola jest chora? –spojrzała na niego z wyrzutem.

-Heeeeeej, to moja wina – uśmiechnęłam się do Klaudii po czym mrugnęłam do niej okiem.

-No wylazła menda w deszcz z domu , przewiało ją i tyle. Zauważyłem ją, dałem jej bluzę, żeby nie zmarzła, ale to chyba nie podziałało… - wytłumaczył Misiek cały czas na mnie spoglądając.

-Ale… - zaczęłam – ŻYJĘ! – dokończyłam po czym wszyscy się roześmieliśmy.

-Dobra młodzieży! Idę zaparzyć herbatę, kto chce jaką? – zapytała Klaudia podnosząc się z oparcia fotela.

-Sok malinowy poproszę, znowu – powiedziałam uśmiechając się do przyjaciółki.

-A to ja też – odparł Misiek. Klaudia pokiwała tylko głową i momentalnie znalazła się za drzwiami od kuchni. Michał wstał z fotela i powolnym krokiem do mnie podszedł po czym uklęknął przed sofą. Położył swoją głowę na ramionach, które wcześniej założył na sofę. Dzieliło mnie wtedy od niego, maksymalnie 15 centymetrów, poczułam się wtedy bezpiecznie, ale gdy jego oczy wpatrywały się bezczynnie w moje, moje ciało ogarnęło ciepło. Mimowolnie się uśmiechnęłam.

-Przepraaaaszam – wymruczał.

-Ale za co? – prychnęłam – Gdyby nie ty, ze mną byłoby jeszcze gorzej – uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przykryłam się narzutą. Misiek tylko uniósł kąciki swoich ust i przykrył mnie jeszcze jednym kocem, który leżał na podłodze.

-Wiesz co? – zaczął.

-Hm?

-Adres się przydał – mrugnął okiem i usiadł po turecku naprzeciwko mnie.

-Widzisz, ale szybko się z Tobą nie rozerwę – wyszczerzyłam się do niego przypominając sobie naszą wczorajsza rozmowę.

-Oj tam.. kiedyś jeszcze pojedziemy na jakiś biwak czy coś! Weźmiemy Klaudię i może chłopaków – uśmiechnął się do mnie – Oczywiście po Twojej chorobie – dodał szybko.

-Wy? – zapytałam ze zdziwieniem.

-A co ty myślisz? Że my gwiazdki jakieś jesteśmy? – prychnął po czym spojrzał na mnie z dezaprobatą.

-Eeeeee – wydukałam po czym się roześmiałam.

-To się kochana mylisz! – pogroził mi palcem – Czasami lubimy się wyrwać poza miasto i pojechać na jakiś biwak czy coś – odparł z uśmiechem na twarzy.

-To ok – powiedziałam bez entuzjazmu po czym położyłam się na plecy i zaczęłam się wpatrywać w sufit. Momentalnie nade mną znalazł się Kubiak, jego twarz od mojej dzieliło zaledwie 10 centymetrów, wpatrywał się w moje oczy. Czułam się zawstydzona i onieśmielona, czułam jak się czerwienię. Momentalnie na jego twarzy pojawił się uśmiech.

-Spadaj! – odepchnęłam lekko ręką jego twarz – Bo Cię zarażę! – uśmiechnęłam się do niego, ale ten pozostał niewzruszony i nadal był przychylony nade mną.

-No to co – wzruszył ramionami -  Czyli zgadzasz się? – zapytał wpatrując się w moje oczy.


-Niech Ci będzie – westchnęłam.
__________________________________
Taki dziwny ten rozdział o.O A wy co o nim myślicie? :)

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 4

"It may not seem like very much but I'm 
                                                           yours"



Dni mijały bardzo szybko. Mimo codziennej rutyny, byłam nareszcie szczęśliwa. Codziennie chodziłam do swojej pracy, która, jak dotąd uwielbiałam. Nie sprawiało mi to żadnej trudności, aby wstawać o szóstej bądź siódmej rano. Wstawałam z łóżka szczęśliwa, po prostu. Do apteki przychodzili akurat tacy ludzie, z którymi mogłam porozmawiać na przeróżne tematy, pośmiać się. Oni zdecydowanie ułatwiali mi pracę. Pan Jarek także przychodził mnie sprawdzać, ale to tylko przez kilka pierwszych dni. Później widywałam go coraz rzadziej. Niekiedy, gdy mieliśmy mało klientów, przychodził i siadał na sofie w aptece, rozmawialiśmy wtedy o wszystkim. Posiadał cechy wspaniałego, opiekuńczego ojca, najlepszego. Czasami zazdrościłam Klaudii, że ma kogoś takiego przy sobie. Ja niestety takiej możliwości nie miałam, co bardzo mnie bolało. Mimo iż upłynęło tyle lat, wspomnienia raniły mnie tak bardzo, jak kiedyś. Mimo tego, że nie miałam rodziny, cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z rodziną Klaudii. Im więcej czasu z nią spędzałam, tym bardziej czułam się jak jej cząstka. W pewnym sensie było mi też głupio. Połowę dnia przesiadywałam w aptece u Pana Jarka, potem do Klaudii do mieszkania, niekiedy jej mama zapraszała mnie nawet na domowe obiady. Przychodziłam z wielką chęcią. Zdeklarowałam się także, że  zaproszę ich do mnie, na mój, niezbyt domowy, ale obiad. Myślę, że ten „plan” wejdzie kiedyś w życie. Bardzo by mi na tym zależało. Natomiast Klaudię planowałam zaprosić na porządną kawę, po tym wszystkim co dla mnie zrobiła. Gdy miałam wolną chwile po pracy, zawsze odwiedzałam ją w biurze, a następnie obie oglądałyśmy treningi chłopaków z trybun. To dzięki niej poznałam tak wspaniałych ludzi. Wszyscy byli bardzo mili, zabawni, wbrew pozorom, normalni. Bardzo lubiłam spędzać z nimi czas, niekiedy nawet zaprosili mnie na boisko, ze względu na Kubiaka, który wygadał wszystkim, że w liceum grałam w siatkówkę. Opinie o mojej grze były dobre, ale ja wiem, że to nieprawda. Co jak co, ale Jastrzębianom to ja do pięt nie dorastałam. Dosłownie. Gdy chłopaki wyjeżdżali na mecze, hala była pusta, przychodziłam wtedy do Klaudii i razem się na niej wygłupiałyśmy. Było wtedy naprawdę miło, mogłyśmy spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu. Nie tak jak dzisiaj. Swoją pracę zaczynałam już od 7 rano, a kończyłam o 17. Na złość pogoda wcale dziś nie dopisywała, było pochmurnie i brzydko. Słońca nie było widać wcale. Niechętnie wstałam z łóżka i ubrałam się do pracy. Gdy wychodziłam z mieszkania założyłam kurtkę i botki gdyż widać było, ze jesień zbliża się wielkimi krokami, mimo tych wszystkich upałów. W duchu modliłam się o to, aby dzisiejszy dzień się jak najszybciej skończył. Marzyłam tylko o tym, aby znaleźć się w swoim mieszkaniu, wziąć do rąk książkę i zatopić się w świat bohaterów. Najpierw jednak musiałam wypełnić swoją zmianę.

Mijała ona nadzwyczajnie szybko, ludzie, którzy odwiedzali aptekę, byli bardzo mili, a Ci którzy przychodzili z dziećmi, zostawali na dłużej aby schronić się przed deszczem, który padał za oknem. Gdy odsłoniłam zasłony ujrzałam ponure, szare Jastrzębie. Nie było już tak wesołe jak wcześniej. Ludzi na ulicach było niewiele, a jak już byli, skrywali się pod parasolami. Na koniec mojej zmiany, zamknęłam aptekę i odwiesiłam klucze. Pana Jarka nie było, wyjechał na kilka dni w interesach. Prawdopodobnie dlatego pracowałam dzisiaj tak długo. Szczęśliwa wyszłam z budynku, mina mi niestety zrzedła gdy zauważyłam, że nie wzięłam ze sobą parasola. Skorzystałam z faktu, że deszcz przestał na chwilę padać i szybko przebiegłam kilka ulic. Na moje nieszczęście krople deszczu znów zaczęły spadać na moją głowę. Schowałam się pod zadaszeniem jednego z marketów. Do domu miałam dosyć daleko więc postanowiłam przeczekać. Po kilku minutach stania w miejscu, moje ciało przeszło zimno. Cała zaczęłam się trząść. Podeszłam do stoiska stojącego obok i kupiłam gorącą czekoladę na ogrzanie.

-Hej! – usłyszałam znajomy mi głos. Odwróciłam się w stronę Kubiaka. Stał z drugiej strony ulicy z parasolem w ręku i torba treningową przewieszoną na ramieniu. Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy go zobaczyłam. Szybko przebiegł przez ulicę i natychmiastowo znalazł się obok mnie.

-Ty już chyba do końca zwariowałaś – powiedział z niepokojem w głosie.

-Eeee, ale o co chodzi? – zapytałam zdziwiona uważnie mu się przyglądając.

-Jest burza, deszcz zacina jak głupi, a ty stoisz przemoknięta  pod sklepem…no wariatka no… - westchnął.

-Jaka wariatka? – zmrużyłam oczy – Z pracy wracam – roześmiałam się cicho.

-Będziesz chora, mówię Ci! – pogroził mi palcem – Czekaj – powiedział czule i kucnął. Otworzył 
swoją torbę treningową i wyjął z niej swoją klubową bluzę – Zakładaj – nakazał, podając mi ubranie. Zdziwiłam się i popatrzyłam się na niego lekko zdezorientowanym wzrokiem – Wyprana jest, nie śmierdzi – roześmiał się.

-W to akurat wierze – uśmiechnęłam się szeroko.

-No to zakładaj – ponaglił mnie.

-Nie.

-Dlaczego?

-Przecież sucha jestem – odparłam bezinteresownie  oddając mu bluzę.

-Ten deszcz wymył z Ciebie, resztki Twojego rozumu… - westchnął i spojrzał na mnie jak na idiotkę – Jesteś przemoczona do suchej nitki. Zakładaj i to już..

-Dobrze tatooo – odpowiedziałam sztucznie słodkim głosem po czym założyłam bluzę Michała.

-A teraz chodź, odprowadzę Cię do domu. Deszcz ma padać cały czas, w nocy również..

-Michał, nie rób sobie przeze mnie kłopotów. Proszę Cię – powiedziałam cicho wpatrując się jego zaniepokojoną twarz. Uważnie mi się przyjrzał po czym kącik jego ust lekko się podniósł.

-Jakie kłopoty? – roześmiał się – Kłopoty to ja będę miał jak Klaudia się dowie, że Ci nie pomogłem – odparł z uśmiechem – A teraz chodź – machnął ręką, abym weszła pod jego czarny parasol. Niepewnym krokiem podeszłam do Michała i skryłam się pod materiałem -  Tylko wiesz, musisz mi powiedzieć gdzie mieszkasz, bo tak łazić w koło parku nie będziemy, jak ostatnio, co nie?  - spojrzał na mnie z góry przyglądając się mi. Gdy zauważył, że na niego patrzę, od razu odwrócił wzrok. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, jak krążyliśmy wokół parku rozmawiając  na przeróżne tematy.

-Ciekawie by było – roześmiałam się.

-Tak w deszczu….mhm… Tylko potem zapalenie krtani, gardła albo płuc murowane – wyszczerzył się dając mi kuksańca w bok – Wykluczenie z gry pewne. Opiekowałabyś się mną wtedy!

-A kto wtedy by się mną zajmował? – zapytałam z udawanym przerażaniem.

-Na pewno nie ja – roześmiał się patrząc na moją minę.

-No na pewno ty! – powiedziałam stanowczo śmiejąc się na głos.

-Skończyłabyś na OIOMIE. Pozdrawiam – powiedział poważne po czym wybuchnął śmiechem, 
zresztą, ja również to zrobiłam – A tak naprawdę to gdzie mieszkasz? – zapytał po chwili spaceru po parku.

-Rybnicka – uśmiechnęłam się nieśmiało, po czym obydwoje skręciliśmy w odpowiednią ulicę – To tam – wskazałam palcem na mój blok.

-Zazdroszczę widoków – odparł nieśmiało się uśmiechając.

-Prawidłowo. Śliczne są – kiwnęłam z uznaniem głową. Po chwili byliśmy już pod moim blokiem, szybkim krokiem podeszliśmy pod zadaszenie. Michał złożył parasol po czym oparł się o ścianę.

-Dziękuję, po raz kolejny, że mnie odprowadziłeś. No i przepraszam za kłopoty – odparłam nieśmiało i spojrzałam na Kubiaka, który w tamtym momencie bacznie obserwował samochody przejeżdżające ulicą.

-A ja Ci po raz kolejny mówię, to nie był żaden kłopot – odparł spoglądając na mnie – Ja tam widzę same plusy – roześmiał się i odwrócił się w moją stronę.

-Na przykład jakie? – roześmiałam się.

-Hmmm..O! Wiem gdzie mieszkasz – odparł dumnie po czym dostał ode mnie niezłego kuksańca w bok.

-I tak nie znasz numeru mojego mieszkania – odparłam szyderczo się uśmiechając. Kubiak zmierzył mnie wzrokiem.

-Zawsze mogę popytać Twoich sąsiadów o taką jedną brunetkę z niebieskimi oczami, dokładnie, farmaceutkę – odparł obojętnie patrząc na mnie z góry.

-I tak Ci nie otworzę – powiedziałam z udawaną powagą po czym odwróciłam się aby nie zauważył, że się śmieje.

-Eee, no to wejdę oknem – powiedział stanowczo szczerząc się przy tym jak głupi do sera.

-A po co? – zapytałam zdezorientowana.

-Żebyś się ciołku rozerwała trochę – szturchnął mnie ramieniem.

-Rozrywki mam w sam raz…

-Mhm..układanie leków na półkach kolorami.. rzeczywiście, świetna rozrywka – przerwał mi mówiąc bez żadnego entuzjazmu.

-Wcale nie! – udawałam obrażoną.

-No dobra, dobra. Nie obrażaj się – szturchnął mnie ramieniem i posłami mi jeden ze swoich najlepszych uśmiechów.

-Nie obraziłam się – uśmiechnęłam się lekko i odwróciłam wzrok.

-W takim razie dobra z Ciebie aktorka..

-Nie dobra, wybitna! – wyszczerzyłam się . Stojąc pod zadaszeniem zauważyłam, że nadal mam na sobie bluzę Michała.  Szybko zdjęłam ją  z siebie.

-Co ty robisz?- zapytał zdezorientowany patrząc na moje ruchy.

-Rozbieram się, nie widać? – powiedziałam z ironią w głosie. Michał zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i głupio się uśmiechnął.

-Nie mam nic przeciwko – odparł wyszczerzony patrząc się na mnie śmiejącymi się oczami. Nie miałam zielonego pojęcia o co mu chodzi.

-Co ty… - powiedziałam cicho analizując każde słowo Kubiaka. Po chwili doszłam do tego, co miał na myśli –Debilu! Bluzę tylko zdejmuję! – roześmiałam się i walnęłam pięścią w jego ramię.

-Ał! – jęknął – Masz! – podsunął swoje ramie pod mój nos –Całuj! – nakazał.

-Co?! -  zdziwiłam się.

-No boli, pocałuj to przestanie – odparł poważnie patrząc się na mnie swoimi dużymi oczami. Zwykle te oczęta działały cuda, jednak nie tym razem, pozostałam nieugięta.

-Sam się pocałuj! – powiedziałam stanowczo śmiejąc się w głos.

-Gdybym tylko mógł – westchnął- A nie chcesz to nie! – powiedział masując swoje ramie ręką – Inne dały by się za to zabić – prychnął udając obrażonego.

-Inne to nie ja – odpowiedziałam uśmiechnięta. Misiek pozostawał jednak nie wzruszony. Stał odwrócony do mnie bokiem i przyglądał się przejeżdżającym ulicą samochodom. Podeszłam bliżej niego, wspięłam się na palce i lekko pocałowałam jego policzek. Tym razem reakcja była natychmiastowa. Kubiak odwrócił się do mnie przodem i uważnie mi się przyjrzał. Czułam się nieco nieswojo.

-Za co to? – zapytał lekko zdezorientowany.

-Za tą odprowadzkę – odparłam rozglądając się po okolicy.

-A za ta ranę to kiedy całus będzie? – powiedział wskazując palcem na swoje ramię.

-Ranę? – popatrzyłam się na niego jak na idiotę – Gdzie tu ty widzisz ranę? – zaśmiałam się.

-Ja ją widzę – odparł poważnie i schylił się nadstawiając swój policzek.

-Nie tym razem – zaśmiałam się lekko poklepując ręką jego policzek.

-Chamska jesteś… -jęknął spoglądając mi prosto w oczy.

-Nie. Szczerze jestem po prostu – odparłam wyszczerzona – Dziękuję – powiedziałam z uśmiechem podając Miśkowi bluzę, którą wcześniej z siebie zdjęłam.

-Spoko, polecam się na przyszłość – mrugnął okiem i schował bluzę do torby.

-To ja się w takim razie ulatniam, do zobaczenia  - powiedziałam po czym odwróciłam się w stronę drzwi wejściowych.

-Do zobaczenia! – odpowiedział. Sądząc po jego głosie, mogłam się domyślić, że uśmiechał się w tamtej chwili. Mimowolnie, uśmiech pojawił się także na mojej twarzy.

-Pani Nikolu! – usłyszałam głos dochodzący z naprzeciwka. To był mój sąsiad, machał do mnie jakimiś papierami. Szybkim krokiem do niego podeszłam – Pani mieszka pod numerem 19?- zapytał.

-Tak.

-W takim razie ,proszę – podał mi papiery nieśmiało się uśmiechając – Listonosz chciał wręczyć osobiście, ale Pani nie było. Postanowiłem sam Pani to dać.

-Dziękuję Panu bardzo – uśmiechając się, skinęłam lekko głową i podeszłam w stronę drzwi wejściowych ciągle patrząc w świstek papieru, wyglądało mi to na zwykłe rachunki. Moją drogę jednak przerwała jedna duża rzecz, jak się później okazało, jeden duży człowiek.

-Teraz już wiem gdzie mieszkasz – Misiek wyszczerzył się od ucha do ucha po czym dźgnął mnie w żebra i odszedł zadowolony w stronę centrum Jastrzębia.

-Chamciuch! – krzyknęłam za nim po czym on odwrócił się i uśmiechnięty pomachał mi. Prychnęłam tylko i weszłam do swojego bloku aby później odpocząć w swoim mieszkaniu.
 ______________________
Co myślicie o tym rozdziale? :) Może być ? :) 

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 3

"No wise words gonna stop the bleeding"

Następnego dnia, zaczynałam swoją nową pracę. Bardzo się na nią cieszyłam, ale też bałam. Nie wiedziałam czy sobie poradzę w tej roli. Czy podołam zadaniu jakie postawił mi ojciec Klaudii zatrudniając mnie do swojej apteki. Chciałam wypaść jak najlepiej, nie tylko w oczach innych, ale też swoich. Chciałam być spełniona oraz szczęśliwa. Chciałam sobie udowodnić, że mam cele, do których dążę i je zdobywam. Ta praca, była właśnie jednym z nich.
Siedziałam z kubkiem gorącej herbaty na balkonie, było wcześnie rano. Słońce świeciło bardzo mocno od samego świtu, lekki wiaterek muskał moje ciało przez co miałam małą gęsią skórkę. Bardzo lubiłam tak siedzieć na ławce i wpatrywać się w Jastrzębie. Powodowało to, że mogłam się wyciszyć, skupić i w samotności przemyśleć wszystkie sytuacje, które mnie spotkały. Nagle poczułam wibracje swojego telefonu, dzwoniła Klaudia.

-Heeej! Przyniosłabyś mi po pracy tą swoją książkę.. no, zapomniałam jak się to nazywa! Dramat w każdym razie! – uśmiechnęłam się szeroko gdy usłyszałam głos Klaudii w głośniku.

-Ten melodramat co kupiłam w zeszłym tygodniu?  – Klaudia była molem książkowym, chyba największym jakiego kiedykolwiek spotkałam. Oprócz mnie oczywiście.

-Tak, tak, tak! Trzy razy tak!

-A gdzie mam Ci ją przynieść?

-Na halę, jakbyś mogła . Dzisiaj czeka mnie robota do samego wieczora – jej głos nieco posmutniał, ale się nie dziwię, prace ma z jednej strony świetną a z drugiej strony do kitu. Niekiedy musi ślęczeć nad papierami od rana do wieczora, tak jak dzisiaj.

-Dobra! To w takim razie do zobaczenia po południu! – odparłam uśmiechnięta.

-Tylko się tam nie zgub po drodze – roześmiała się, ja zrobiłam to samo gdy przypomniałam sobie sytuację ze wczoraj.

-Spadaj! Jak się zgubię, to będzie Twoja wina! Bo mi niedokładnie Jastrzębie wczoraj pokazałaś!

-W takim razie  modlę się o to, abyś trafiła tutaj do mnie bez problemu! Pa! – odparła radośnie i rozłączyła się.

Długo po naszej rozmowie siedziałam jeszcze na ławce i wpatrywałam się w horyzont. Jednak szybko się ogarnęłam i poszłam do kuchni aby zrobić sobie porządne śniadanie. Kuchnie miałam w miarę dużą więc gotować można było w niej dniami i nocami. Z lodówki wyjęłam wszystkie potrzebne mi składniki i zaczęłam smażyć naleśniki. Na koniec przystroiłam je nutellą i mogłam się zajadać tym niezbyt zdrowym posiłkiem. Po zjedzeniu śniadania i wypiciu kolejnego kubka gorącej herbaty poszłam do łazienki aby przebrać się w normalniejsze ciuchy. Założyłam jasne, przetarte dżinsy, luźny przewiewny sweter i czarne, wygodne balerinki. Normalnie nie zwracałabym uwagi na wygląd, ubranie do pracy bo jego część będzie schowana za białym fartuchem, ale zważając na to, że mam iść dzisiaj na halę, ubrałam się nieco ładniej. Oczy podkreśliłam czarną kredką, tuszem w tym samym kolorze a usta podkreśliłam bezbarwnym błyszczykiem, włosy tradycyjnie rozpuściłam i zadowolona wyszłam z łazienki. Po drodze wstąpiłam też do sypialni, wzięłam z niej książkę, o która prosiła mnie Klaudia, torbę i najważniejsze dokumenty. Po kilku minutach byłam już gotowa, uśmiechnięta zakluczyłam drzwi i wyszłam z mieszkania. Po kilkuminutowym spacerze byłam już pod budynkiem, w którym znajdowała się apteka. Był naprawdę duży, piętrowy, miał wiśniowy dach oraz białe ściany. Jedna z nich poryta była rosnącym bluszczem. Naprzeciwko ścieżki prowadzącej do budynku znajdowały się schodki , za którymi były wielkie drzwi z drewnianych framug. W środku znajdowały się piękne, szaro-białe witraże. W oknach, których framugi były również drewniane ,widniały beżowe zasłony. Ogród, który rozpościerał się przed budynkiem, był zadbany i dokładnie przemyślany. Po obu stronach ścieżki można było zauważyć piękne, różnokolorowe klomby kwiatowe. Płot obsadzony był różami, sama furtka, miała wejście w kształcie łuku, które również było obsadzone tymi pięknymi, czerwonymi kwiatami. Wygląd tego budynku niesamowicie mnie zdziwił, myślałam, ze będzie on bardziej neutralny, a on wyglądał jak przytulny, rodzinny dom. Jeszcze raz wyciągnęłam kartkę z adresem i sprawdziłam, czy to jest właśnie ten budynek, w którym umieszczona jest apteka. Ulica się zgadzała, numer domu też. Nie pozostawało mi nic innego niż wejść do budynku. Niepewnym krokiem zmierzałam w kierunku drzwi wejściowych, gdy się tam znalazłam zadzwoniłam dzwonkiem umieszczonym obok wejścia. Po kilku sekundach w drzwiach stanął tata Klaudii, był mężczyzną w podeszłym wieku. Na jego głowie było widać pierwsze oznaki siwizny a na twarzy kilka zmarszczek. Jednak mimo wszystko, trzymał się świetnie. Jego wesołe oczy nadawały mu bardzo ciepłego i miłego wyglądu. Cały czas były roześmiane.

-Dzień dobry Panie Jarku – ukłoniłam się lekko.

-Cześć Nikola! Nie spodziewałam się Ciebie wcześnie. Jest dopiero ósma, zaczynasz dopiero za pół godziny  – powiedział spoglądając na zegarek, który widniał na jego ręce.

-Niby tak – uśmiechnęłam się nieśmiało – Ale z racji tego, że jestem tu pierwszy raz chciałam się 
zorientować gdzie co się znajduje.

-Pełen profesjonalizm – powiedział i uważnie mi się przyjrzał.

-A gdzie tam – machnęłam rękę i weszłam do budynku. Jego wnętrze było tak samo przytulne, jak jego zewnętrzny wygląd. Ściany były pomalowane na beżowo a podłogi były zrobione ze z miodowych paneli. Na ścianach widniało mnóstwo obrazów, przedstawiających jesienne krajobrazy. Z zaciekawieniem patrzyłam na wnętrze tego budynku. W holu znajdowała się para drzwi położona po przeciwnych stronach pomieszczenia.

-Po Twojej lewej stronie znajduje się apteka, natomiast po prawej część domu, w którym mieszkają moi teściowie – wytłumaczył mi Pan Jarek.

-Czyli dlatego ten budynek jest taki zadbany – odparłam z uśmiechem.

-Słucham?

-Nic, nic, po prostu byłam zdziwiona gdy zobaczyłam ten budynek. Zwykle apteki wyglądają biało, szaro, nudno. Z zewnątrz jak i na zewnątrz. A  ta jest zupełnie inna. Aż prosi się żeby tu wejść – stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniu.

-Moi teściowie użyczyli mi kawałek tego domu, abym mógł założyć tą działalność – jestem im niesamowicie za to wdzięczny – kiwnęłam głową z uznaniem – W takim razie wejdź do środka- tak jak Pan Jarek powiedział, tak zrobiłam. Weszłam do pomieszczenia, w którym znajdowała się apteka. Ściany były nieco bielsze od tych w holu, podłoga była ta sama. Pierwsze co zauważyłam były to ogromne szafy z przeróżnymi lekami. Znajdowały się w nich szyby, przez które czysto mogło się wszystkiego dopatrzeć. Rozciągały się po sam sufit.

-Nie przejmuj się, tam jest stolik. Będziesz mogła na niego wchodzić, gdy będziesz miała problem z dosiągnięciem czegoś – roześmiał się pan Jarek widząc to, że wlepiłam swój wzrok w wielkie szafy. Pokiwałam twierdząco głową i podeszłam bliżej lady. Była nowocześnie urządzona, wszystkie potrzebne rzeczy, maszyny, znajdowały się na niej. Naprzeciwko była także mała sofa dla klientów i mini kącik do zabawy dzieci. Uśmiechnęłam się na samą myśl o dzieciach, jednakże mój uśmiech szybko zniknął gdy przypomniałam sobie o problemie, który mnie nęka przez całe życie, począwszy od mojego wczesnego dzieciństwa. Z zamyślenia wyrwał mnie jednak Pan Jarek.

-Za tamtymi drzwiami, znajduję się Twoja przebieralnia i najpotrzebniejsze rzeczy, fartuch do pracy i inne – podziękowałam i powoli udałam się do pomieszczenia aby nałożyć na siebie fartuch farmaceutyczny. Leżał jak ulał. Wyszłam z pomieszczenia do Pana Jarka, gdy zobaczył mnie, pokiwał z uznaniem głową i powolnym krokiem do mnie podszedł.

-Brakuje Ci jeszcze jednej rzecz -  powiedział zdecydowanie. Spojrzałam na niego bojącym się wzrokiem – Plakietki – roześmiał się i przypiął do mojego fartucha plakietkę z moim imieniem i nazwiskiem -A teraz musze Cię opuścić, sprawy na mieście wzywają. Mam nadzieję, że praca tutaj jak najbardziej będzie Ci odpowiadała – powiedział z uśmiechem i wyszedł z pomieszczenia.

-Do widzenia Panie Jarku!- krzyknęłam za nim radośnie. Z dumą paradowałam w fartuchu po aptece i rozglądałam się po niej. Gdy w końcu nadeszła chwila otwarcia stanęłam przed ladą i z uśmiechem witałam pierwszych gości. Było ich zaskakująco dużo. Być może dlatego, że apteka znajdowała się w centrum Jastrzębia i to w dodatku koło szpitala. Szybko mijały pierwsze godziny. Naprawdę szybko. Po pierwszych  kilkunastu minutach pracy zorientowałam się gdzie co leży, więc później nie miałam żadnego problemu ze znalezieniem żadnego leku, bądź opatrunku. Po tych kilku godzinach pracy nie zmęczyłam się tak bardzo, wręcz przeciwnie, ta praca sprawiała mi radość. Po obsłużeniu wszystkich klientów weszłam na chwilę do mojej przebieralni gdyż moja praca na dzisiaj właśnie się kończyła.

-Dzień dobry! – usłyszałam głos  klienta, od razu wróciłam się aby go obsłużyć. Moim oczom ukazał się Michał, tak, Michał Kubiak. On sam też był zdziwiony, przynajmniej na takiego wyglądał.

-W czym mogę Ci pomóc? - powiedziałam radośnie gdy tylko otrząsnęłam się z tego mini szoku.

-To ty tu pracujesz? - wydukał zdziwiony.

-Wszystko na to wskazuje – uśmiechnęłam się do znajomego.

-Hmm..Farmaceutka Nikola Sawicka, jak to szlachetnie i dumnie brzmi – pokręcił z uznaniem głową po czym się roześmiał.

-A jak! – odparłam radośnie.

-Długo tu pracujesz? – zapytał po chwili. Z powagą spojrzałam na zegarek, który widniał na mojej 
ręce.

-Hmmm, jak tak patrzę, to będzie już z osiem godzin – roześmiałam się – No i zaraz kończę – dodałam.

-Uuuu czyli pierwszy dzień w pracy widzę?

-I mam nadzieję, że nie ostatni.

-Ja też nie – zaśmiał się –A propo widzenia…to przyszedłem po krople do oczu – dodał z uśmiechem i 
spojrzał za ladę. Szybko mu je podałam i wystukałam rachunek  -Dzięki – mrugnął okiem.

-To do zobaczenia – powiedziałam gdy Michał wychodził. W pewnym momencie zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Uważnie mi się przyjrzał.

-Za ile kończysz tą pracę? – zapytał ciepło.

-5 minut i zamykam aptekę a potem spadam do Klaudii do pracy– powiedziałam z uśmiechem układając leki w górnej szafce.

-Aaaaa, to dobrze się składa – powiedział z uśmiechem przybitym na twarzy – Właśnie też się na halę wybieram. Może pójdziemy razem? – zaproponował. Zdziwiłam się ta propozycją. Z jednej strony ucieszyłam się, ale z drugiej czułam się nieco skrępowana.

-Dobrze – odparłam nieśmiało z lekkim uśmiechem na twarzy.

-To poczekam na zewnątrz – powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Ja w tym czasie powyłączałam wszystkie maszyny, zdjęłam fartuch i poprawiłam włosy. Zamknęłam aptekę, a klucze odwiesiłam tam gdzie było ich miejsce, na specjalnym wieszaku w holu. Gdy wychodziłam z domu, od razu zauważyłam Kubiaka, który oparty o furtkę wpatrywał się w przejeżdżające obok samochody.

-Bu! Już jestem – dźgnęłam go lekko palcem w żebra na co on się roześmiał i spojrzał na mnie z góry. Byłam wysoka, więc jego wzrost nie robił na mnie z byt wielkiego znaczenia.

-Straszysz ludzi – roześmiał się znowu.

-To moje ulubione zajęcie – skwitowałam radośnie.

-No i dobrze Ci to wychodzi.  Gdybyś tylko Łasko wystraszyła…- westchnął.

-Challange Accepted! – odparłam i spojrzałam na drogę, która podążaliśmy.

-Serio?

-A czemu nie? Coś się wymyśli – mrugnęłam okiem.

-Haha, to wtedy to będę Cię wielbić do końca mego życia! – spojrzał na mnie radosnym wzrokiem po czym zaprowadził w stronę ścieżki, która prowadziła do hali.

-No bez przesady – powiedziałam nieśmiało.

-Tak, tak.

I tak się zaczęło. Michał opowiadał mi o swojej rodzinie, ja o swojej. Rozmawialiśmy o wszystkim, o swoich zainteresowaniach, znajomych, ulubionych drużynach sportowych. Należał do tych ludzi, którzy potrafią słuchać. A do tego czułam, że jego oczy patrzą na mnie z taką życzliwością, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie zaznałam od drugiej osoby. Dokładnie wsłuchiwał się w to co mówię, przy czym to wszystko analizował. Często też żartowaliśmy.

-Coś długo nam ta droga mija – stwierdziłam patrząc na zegarek.

-Chodzimy już tak z godzinę – odparł zdezorientowany Michał.

-I chyba w kółko – roześmiałam się.

-Chyba masz rację – stwierdził z uśmiechem.

-Lepiej już chodźmy na tą hale – uśmiechnęłam się do niego i pociągnęłam skrawek jego bluzy. 

Bardzo duży banan zagościł na jego twarzy, zresztą, na mojej też. Tym razem, znaleźliśmy się pod halą w ciągu kilku minut.

-To ja spadam na górę do Klaudii – powiedziałam nieśmiało – Dziękuje, że mnie odprowadziłeś.

-Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się szelmowsko po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam schodami do biura Klaudii. Zapukałam i weszłam pewnym krokiem do pomieszczenia. Biedna Klaudia siedziała przy biurku sama, a wokół niej były same papiery.

-Aloha siostra – powiedziałam radośnie.

-Jeeeesteś! – wyszła zza biurka by mnie przytulić na przywitanie.

-Jestem, jestem..- pokiwałam twierdząco głową.

-Weź mnie stąd wyciągnij – jęknęła ponownie siadając na fotelu. Ja zajęłam miejsce, które znajdowało się naprzeciwko mojej przyjaciółki.

-Przykro mi, jeszcze nie teraz – roześmiałam się na co Klaudia wrogo na mnie spojrzała i ujęła twarz w ręce –Nie pakuniaj, jeszcze godzinka – powiedziałam ciepło. Przyjaciółka nic nie odpowiedziała, zatopiła usta w kawie, która była w kubku na szafce obok biurka –A! Mam dla Ciebie tą książkę – powiedziałam wyciągając z torby dramat.

-Może chociaż to wieczorem poprawi mi humor ! Dziękuję! – w jej oczach pojawiły się iskierki 
szczęścia. Ona naprawdę kochała czytać.

-Oddaj kiedy chcesz, ja już ją przeczytałam i…

-Cicho! – przerwała mi – Nic mi nie mów, chce mieć niespodziankę czytając ją – uśmiechnęła się i ponownie zaczęła wypełniać papiery.

-A ty jak tam? Nie zgubiłaś się? – roześmiała się nie odrywając wzroku od kartek.

-No wiesz… - zaczęłam.

-Ja ją przyprowadziłem – usłyszałam za sobą głos Kubiaka. Równocześnie ja i Klaudia spojrzałyśmy na niego. Stał w drzwiach, był przebrany już w strój treningowy a w rękach trzymał teczkę.

-To wy razem przyszliście tutaj? –wydukała zdezorientowana Klaudia.

-No tak jakoś wyszło – mrugnęłam do niej okiem.

-A tak w ogóle, to mam coś dla Ciebie – Michał podszedł do biurka i wręczył Klaudii teczkę, którą przedtem trzymał w ręce – Od trenera – uśmiechnął się szeroko.

-Ja coś czuję, że wcześniej niż do północy, ty tego nie skończysz – powiedziałam patrząc na ilość papierów do uzupełnienia.

-Mogę Ci przynieść materac jak chcesz – roześmiał się – Bo wiesz, tak na 6 godzin to nawet nie 
opłaca się do domu wracać – powiedział spoglądając na załamaną Klaudię, która przeglądała wszystkie kartki.

-Kubiak, nie pomagasz – westchnęła.

-Dobra, w takim razie ja spadam. Nie będę Ci przeszkadzać. Do zobaczenia – przytuliłam ja na pożegnanie i wyszłam z biura.

– Hej! Mam jeszcze do ciebie pytanie – usłyszałam za sobą głos Michała– Bo wiesz, nie chciałbym stracić z tobą kontaktu. Mogłabyś mi dać swój numer telefonu? – zapytał trzymając mnie za rękaw mojego swetra. Szybko się odwróciłam, widziałam w jego oczach małe iskierki, na twarzy pojawił się rozrabiający uśmiech.

-Pewnie – uśmiechnęłam się lekko i wyjęłam z torby kawałek papieru i długopis. Napisałam na karteczce swój numer i e-mail. Tak jakby co.

-Dziękuję – odparł ciepło wpatrując się w skrawek papieru.


-Do zobaczenia Michał – powiedziałam nieśmiało i udałam się w kierunku wyjścia. Czułam niezwykłą radość, która rozpierała moje serce. Ale tak naprawdę, nic się dzisiaj nie stało. Być może cieszyłam się z tego, że dostałam świetną pracę, mam przyjaciółkę, no i poznałam nowych ludzi w mieście. Moje życie powoli zaczęło się układać.
____________________________
Hej wszystkim :) Mam do was pytanie, czy jest sens prowadzić dalej tego bloga, z tą historią? :) Bo nie wiem czy ktoś go w ogóle czyta :D
Pozdrawiam ! ;*

wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 2

"Sometimes tears say all there is to say"

Serce mi na chwile zamarło. Nie wiedziałam co robić, uciekać, przeprosić, czy bez słowa wyjść z hali. Jak gdyby nigdy nic. Nawet nie wiedziałam kim jest ten człowiek, jednakże szybko się odwróciłam aby zobaczyć tego osobnika. Był wysokim, przystojnym szatynem. W dodatku dobrze zbudowanym. Jego koszulka wskazywała na to, że jest jednym z zawodników Jastrzębskiego Węgla. Mimo wszystko, nie wiedziałam kim jest. Siatkówkę oglądałam sporadycznie – wtedy kiedy miałam na to czas. A miałam go bardzo mało, czego strasznie nienawidziłam. Mężczyzna patrzył się na mnie z ciekawością i zmierzał powolnym krokiem w moim kierunku. Przełknęłam głośno ślinę i zacisnęłam piłkę w swoich rękach. Byłam nieco zaniepokojona, ale też zdezorientowana. Gdy mężczyzna był coraz bliżej mnie, miałam odruch ucieczki, mimo wszystko stałam w miejscu i wpatrywałam się w niego z niepokojem.

-Nic Ci nie zrobię, nie bój się – roześmiał się. Pewnie musiał zauważyć moje „lekkie” zmieszanie, przez co lekko się zarumieniłam. Mimo wszystko poczułam się głupio.

-Nie boję się – odparłam nieśmiało wpatrując się w mężczyznę.

-No dobrze, dobrze – odparł radośnie – Ja chciałem się tylko zapytać…
-Dlaczego tutaj jestem? – dokończyłam za niego – Przypadek…już się zmywam – odparłam z lekkim uśmiechem i odrzuciłam piłkę, którą właśnie trzymałam w rękach. Małymi krokami zmierzałam w stronę wyjścia.

-Nie o to chciałem zapytać! – krzyknął za mną. Niepewnie się odwróciłam i przyjrzałam się mu.

-W takim razie o co? – zapytałam. Mężczyzna powoli zmierzał w moim kierunku. Cały czas się uśmiechał, musiał być z niego naprawdę pozytywny człowiek. Z powodzeniem u płci przeciwnej, bo co jak co, ale trzeba przyznać, przystojny to on był. Po drodze wziął do ręki piłkę i razem z nią do mnie podszedł.

-Chciałem się zapytać, czy grasz w jakimś klubie…- powiedział zdecydowanie – Twoje serwy były naprawdę godne podziwu. .. Masz potencjał..

-Ja?! – prychnęłam – Grałam kiedyś na pozycji przyjmującej w liceum..- mężczyzna lekko się wzdrygnął słysząc moje słowa - .. ale to nie było nic wielkiego – lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na mężczyznę.

-No to piąteczka, gram na tej pozycji – uśmiechnął się szeroko po czym przybiłam z nim głośną piątkę.

-Siooostra! Gdzie się szlajasz?! – usłyszałam wołanie Klaudii dobiegające z korytarza.

-To ja już sobie pójdę – uśmiechnęłam się nieśmiało i szybkim krokiem wyszłam z hali. Przy drzwiach od razu napotkałam uśmiechnięta Klaudię, która wypatrywała mnie z każdej strony.

-Zabrałaś wszystko co było Ci potrzebne? – zapytałam z troską w głosie.

-Tak, możemy się zbierać – uśmiechnęła się promiennie i razem wyszłyśmy z budynku.

-Nikola! – usłyszałam czyjeś głośne wołanie dobiegające z budynku. Odwróciłam się szybko i ujrzałam biegnącego mężczyznę spotkanego przeze mnie w hali. Przez głowę przebiegło mi tysiące myśli. Ale jedno dobijało mnie najbardziej. Skąd on znał moje imię. Odpowiedź, przyszła szybciej niż się tego spodziewałam.

-Zostawiłaś torebkę na hali – na jego twarzy pojawił się wielki, promienny uśmiech. Zdziwiona nie wiedziałam nawet co powiedzieć.

-Dziękuję – wydukałam powoli – Ale skąd wiedziałeś, że to moja? – zapytałam zdziwiona patrząc się na mężczyznę.

-Byłaś jedyną dziewczyną, która dzisiaj odwiedziła naszą halę. Bo chłopaki raczej torebek nie noszą – roześmiał się i spojrzał na mnie jeszcze raz.

-Ja to bym się z tym stwierdzeniem kłóciła – wtrąciła się radośnie Klaudia.

-Oooo cześć Klaudia! – rzucił mężczyzna.

-No cześć Misiek, fajnie, że dopiero teraz mnie zauważyłeś – odparła z udawanym fochem i poprawiła swoją bluzkę.

-A tak jakoś – podrapał się po karku i ponownie na mnie spojrzał – Michał jestem, Kubiak, Dziku…jak kto woli – uśmiechnął się po raz kolejny i podał mi rękę. Z resztą, on cały czas jest uśmiechnięty. Uścisnęłam jego dłoń i spojrzałam w jego oczy, były hipnotyzujące. Głębokie, zielone, przepiękne. Można było się w nie wpatrywać godzinami.

-Nikola.. – uśmiechnęłam się nieśmiało.

-A to wiem – odparł dumnie.

-Yyyyy a jeśli mogę zapytać, skąd? – Kubiak wskazał palcem na breloczek wiszący na suwaku u mojej torby. No tak, widniało na nim moje imię. Mądra ja.

-No tak…- uśmiechnęłam się nieśmiało.

-Dobra siostra! Zbierajmy się bo nam restaurację zamkną – Klaudia szturchnęła mnie łokciem i uśmiechnęła się promiennie. No tak, po hali, miałyśmy od razu udać się do restauracji.

-Siostra? – zapytał zdziwiony Kubiak. Z jego miny naprawdę chciało mi się śmiać, ale nie mi jedynej, Klaudia tez powstrzymywała się od śmiechu – To ty masz siostrę?! – odparł z jeszcze większym zdziwieniem w oczach patrząc się raz na mnie, raz na Klaudię, pewnie chciał wyłapać jakieś podobieństwo.

-Przyszywana, ale jest – roześmiała się  Klaudia i wzięła mnie pod ramię.

-Bo już myślałem..- westchnął głośno –Ale rzeczywiście, podobne nie jesteście…z wyglądu oczywiście – poprawił się i uśmiechnął się od ucha do ucha.

-Z wyglądu może i nie, ale z charakteru jak najbardziej – wtrąciłam się i spojrzałam na Klaudię, która z uwagą przyglądała się tej rozmowie.

-Serio? To w takim razie będzie miło pogadać z kimś nowym, wpadaj częściej – lekko się speszył i podrapał po karku świdrując po mnie i Klaudii, oczami.

-No przyprowadzać ją chyba będę, w końcu może trochę się rozerwie – szturchnęła mnie łokciem po czym zgromiłam ją wzrokiem

-Akurat bardzo dobrze się tutaj bawię – burknęłam z lekkim uśmiechem na twarzy.

-W swoim mieszkaniu tak dobrze się bawisz? – zapytała zdziwiona po czym się roześmiała. Kubiak cały czas stał i przypatrywał się naszej rozmowie.

-No ciekawie jest – roześmiałam się.

-Haha, te białe ściany ci tak umilają ten czas? – wyszczerzyła się jak głupia po czym dostała ode mnie kuksańca w bok.

-Beżowe ..i NIE!

-Dobra, dobra…ale ja już o to zadbam abyś się tutaj nie nudziła – mrugnęła do mnie okiem i spojrzała na Kubiaka, który miał z nas chyba niezłą polewkę.

-Ja też mogę o to zadbać – poruszał znacząco brwiami, no nie powiem. To było dziwne, bardzo dziwne. Widocznie miałyśmy dość śmieszne miny bo Michał zaczął się z nas śmiać.

-Mhm, może od razu całą drużynę w to zaangażujcie? – zapytałam z ironią w głosie.

-Łasko się zgodzi, Holmes też, Tischer na pewno, z Gierczyńskim problemu nie będzie…- wyliczał na palcach Michał.

-Eeeeej, ale ja tylko żartowałam – burknęłam po czym się roześmiałam.

-Żarty, żartami, ale pomysł niezły – skwitowała z uśmiechem Klaudia.

-Siostraaa..spadaj mi stąd – odparłam mało poważnie.

-Spoko, mogę iść, ale nie wiem jak wrócisz – posłała mi szyderczy uśmiech i spojrzała mi głęboko w oczy. Wiedziałam co chciała powiedzieć, dlatego zgromiłam ją wzrokiem, aby tego nie mówiła. Z pewnością chciała powiedzieć o dzisiejszej akcji ze sklepem. Chyba zrozumiała moje przesłanie i głośno się roześmiała. Zresztą ja też. Biedny Kubiak patrzył na nas zdezorientowany.

-Wy to rozumiecie się bez słów..- stwierdził w końcu.

-No w końcu siostry – odparła dumnie Klaudia i wzięła mnie pod ramię.

-To może chodźmy bo nam tą kawiarnię rzeczywiście zamkną – roześmiałam się i spojrzałam na Klaudię, która mi przytaknęła.

-To  do zobaczenia dziewczyny! – pomachał nam na pożegnanie Michał. Odmachałyśmy mu i poszłyśmy w stronę kawiarni. Podczas naszego spaceru było dużo mniej ludzi szwędających się po mieście, ale może to i lepiej. Mogłyśmy się bardziej powygłupiać, jak to u nas bywa. Po kilkunastominutowym spacerze byłyśmy już w kawiarni w centrum miasta. W budynku było bardzo gorąco, ze względu na upał panujący na zewnątrz. Początek września, a pogoda dopisywała jak nigdy. Zamówiłyśmy lody w pucharkach i kawę  Latte po czym wyszłyśmy z zamówieniem na taras, aby pooddychać świeżym powietrzem. Widok z naszego miejsca był naprawdę piękny. Park rozciągający się przez kilkadziesiąt metrów z wysokimi drzewami oraz piwoniami dookoła. Gdzieniegdzie były też klomby, dobrze zaprojektowane, zachwycały bogactwem, harmonią oraz pięknem trafnie dobranych roślin. Dało się też zauważyć rabaty kwiatowe na murach otaczających cały park. W tyle znajdowało się małe, ale tylko z pozoru, jezioro. Promienie słońca wpadając przez szczeliny między liśćmi drzew, pięknie odbijały się od tafli wody. Gdy zobaczyłam ten widok, odruchowo chwyciłam za telefon, włączyłam aparat i zrobiłam kilka zdjęć.

-Aż tak Ci się tu podoba? – zapytała zdziwiona Klaudia siadając na sowim krześle.

-Nawet nie wiesz jak bardzo – odparłam zadowolona.

-W takim razie będziemy tu częściej przychodzić  - powiedziała po czym wzięła do ust, pierwszą łyżeczkę swoich lodów, po chwili zrobiłam to samo.

-Miły jest ten cały Kubiak – odparłam z uśmiechem przypominając sobie siatkarza.
-Mhmm – mruknęła tylko gdyż buzię miała pełną lodów.

-Jak cała drużyna jest taka, to musi Ci się z nimi dobrze pracować – powiedziałam wpatrując się w przyjaciółkę.

-Wiesz.. najgorzej to nie jest – roześmiała się – Jak chcesz to wpadaj do nas, pośmiejemy się, pogadamy.

-Zobaczymy – uśmiechnęłam się nieśmiało.

-Polubił Cię – stwierdziła z uśmiechem. Byłam zaskoczona tym co mi właśnie Klaudia powiedziała.

-Eeeee?

-Haha, no co? Zdziwiona jesteś? Polubił Cię, taka prawda – wyszczerzyła się po raz kolejny i wzięła lody do ust-No ale przyznaj, przystojny to on jest – poruszała znacząco brwiami przez co roześmiałyśmy się we dwie jak głupie.

-No przystojny, przystojny – potwierdziłam uśmiechając się od ucha do ucha przypominając sobie Kubiaka – A tak w ogóle, to wiesz co? Nie mogę się doczekać pracy u Twojego taty, nie wierzę, że to już jutro – uśmiechnęłam się szeroko i  spojrzałam na Klaudię, która już właśnie kończyła własną porcje lodów.

-Surprise! Ja tam się cieszę, że będziesz u nas pracowała. Mój tata traktuję Cię jak rodzinę – odłożyła swój pucharek na bok i wpiła mój wzrok we mnie.

-Jak rodzinę? – roześmiałam się –To nie za dużo czasem?

-Nieeee – zaprzeczyła.

-Cieszę się bardzo. Fajnie, że chociaż twój tata uważa mnie za rodzinę..- uśmiechnęłam nieśmiało. Tak naprawdę, zamiast się uśmiechać, miałam ochotę się popłakać. Z tęsknoty, ze wzruszenia, radości. Taki napływ emocji, ale nie pozwoliłam na to, aby moje emocje wyszły na jaw, mimo  tego, że Klaudia wie o wszystkim co mnie w życiu spotkało. Myślę, że wie do czego dążyłam tym co właśnie powiedziałam, bo spojrzała na mnie zatroskanymi oczami.

-Mała, nie smuć się..

-Nie smucę się…- wymusiłam lekki uśmiech i dokończyłam swoją porcję lodów.

-Taaa, a ja jestem Królowa Elżbieta II !

-Podobna nawet jesteś.

-Ona ma prawie 90 lat.. dzięki siostra, za taki komplement – burknęłam udając obrażoną.

-Nie o wiek mi chodzi – roześmiałam się.

-Ja już tam wiem o co Ci chodziło! – uśmiechnęła się do mnie i posłała mi wrogie spojrzenie-  Ale nie o tym chciałam Ci powiedzieć… Widzę, że jesteś smutna, nie musisz przy mnie tego udawać , jasne? A teraz głowa do góry! Bo wszystko to, już jest przeszłością – uśmiechnęła się i posłała mi pełne ciepła spojrzenie.


-Może masz rację…
__________________________
Rozdział według mnie - dziwny o.O Ale komentowanie pozostawiam wam! :D
Pozdrawiam! :*

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 1

"There ain't a word in this world that describes                                      you"

Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Nie mogłam uwierzyć w to co mi się śniło. Wszystkie złe wspomnienia z przeszłości, teraz przejawiały mi się koszmarami.  Oszołomiona usiadłam po turecku na łóżku i podparłam głowę o ręce. Łzy mimowolnie spływały mi po policzkach a oddech był nierównomierny. To nie pierwszy raz, kiedy mam takie sny. One zdarzają mi się dużo częściej, niż mogłoby to się wydawać, mimo wszystko, nie mogłam się do nich przyzwyczaić. Pogodzić się z tą myślą, z tymi wspomnieniami. Tylko, dlaczego. Wszystko stało się tak dawno, nie mogłam pojąć dlaczego to wszystko jeszcze mnie nęka. Chwiejnym krokiem wyszłam z sypialni i udałam się na balkon. Zimne poranne powietrze przeszyło moje ciało a promienie słońca padały mi na twarz, co spowodowało u mnie lekki uśmiech. Usiadłam na ławeczce stojącej pod ścianą i spojrzałam na okolice. Jastrzębie z mojego piątego piętra wyglądało bardzo pięknie. Pomimo tego, że mieszkałam na przedmieściach tego miasta, pasowało mi to. Nie za głośno, nie za cicho, po prostu w sam raz. Pomimo wczesnej pory, na ulicach znajdowało się sporo zabieganych ludzi. Dzieci szły do przedszkola, starsze panie na zakupy a jeszcze inni ,śpieszyli się do pracy. Co jak co, ale to miasto tętniło życiem. Byłam tu od niedawna, dopiero od miesiąca. Bywały momenty, że gubiłam się w swojej okolicy, to się zmieniło. No może nie. Czasami naprawdę, nie wiem gdzie znajduję. Ten miesiąc mi wystarczył, abym zakochała się w tym mieście. Nie bez powodu opuściłam Warszawę. Chciałam wszystkie złe wspomnienia, usunąć z mego życia. Aby myśli o tym co mnie spotkało, nie zadręczały mnie już. Chciałam zacząć żyć na nowo, swoimi zasadami i przede wszystkim, cieszyć się z życia oraz brać z niego to, co najlepsze. Tutaj miałam osobę, którą kochałam, przyjaciółkę. Gdy byłam w stolicy, widywałyśmy się raz na pół roku, co było dla mnie straszną traumą. Bez niej czułam się samotna, opuszczona. Jakby nie patrzeć, miałam tylko ją. Rodziny nie miałam, to ona mi ją zastępowała. Gdy jej ojciec zaproponował mi pracę u siebie w aptece, nawet nie zawahałam się z tą decyzją, od razu ją przyjęłam. Ukończone studia farmaceutyczne w końcu na coś się przydały, teraz nie żałowałam tego, że podjęłam naukę właśnie na tym kierunku. Tak samo, jak nie żałuję przeprowadzki tutaj. Poza tym, teraz miałam przy sobie Klaudię, nie czułam się opuszczona. Mimo tego, że mieszkałyśmy osobno i to w zupełnie innych częściach miasta, widywałyśmy się codziennie. Tak jak dzisiaj, miałam spotkać się z nią i pozwiedzać trochę miasto. Gdy dostatecznie nawdychałam się świeżego powietrza, weszłam z powrotem do mieszkania. Poszłam do sypialni chcąc pościelić łóżko, było w niesamowitym bałaganie. Kołdra zwisała z każdej możliwej strony łóżka a poduszki znajdowały się na podłodze. Prześcieradło- nawet szkoda mówić, było niemiłosiernie pozwijane . Głośno westchnęłam i wzięłam się za sprzątanie tego pobojowiska. Po kilku minutach było gotowe a ja udałam się do łazienki aby zmyć z siebie cały brud z nocy. Po kąpieli założyłam  na siebie krótkie dżinsowe spodenki i luźną brzoskwiniową bluzkę na krótkim rękawku. Na nogi założyłam tylko trampki i zabrałam się za robienie makijażu. Swoje bladoniebieskie oczy podkreśliłam tylko czarną kredką a usta musnęłam błyszczykiem, to mi w zupełności wystarczyło. Gotowa wyszłam z łazienki. Na zegarze kuchennym widniała godzina 10:23. Z Klaudią umówiłam się na 11, więc zdążyłam w tym czasie zjeść śniadanie i obejrzeć fragment porannego programu telewizyjnego. Wychodząc z mieszkania wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Klaudii, odebrała po kilku sygnałach.

-Heeeej, siostro – przywitałam się radośnie – Ja jestem już pod blokiem..

-No a ja pod spożywczakiem  - odparła.

-Ok, to poczekaj na mnie, już do Ciebie idę – uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam do najbliższego sklepu. Gdy dotarłam na miejsce Klaudii nie było, ponownie wyciągnęłam telefon i wystukałam jej numer.

-No gdzie ty się szlajasz? – zapytałam z lekkim wyrzutem rozglądając się po okolicy i wypatrując przyjaciółki.

-Jak stałam pod tym spożywczakiem, tak dalej pod nim stoję…- westchnęła.

-Eee no bo ja też właśnie stoję pod sklepem a Ciebie nie ma – odparłam lekko zdezorientowana i oparłam się o barierkę.

-Czekaj, czekaj…ty jesteś pod tym spożywczakiem na ulicy Towarowej?

-Yyyy no tak.

-Debiluuuuu – jęknęła po czym się roześmiała – Ja jestem na Rybnickiej.

-Nie miej do mnie wątów – wyszczerzyłam się do słuchawki – Jestem tu dopiero miesiąc…tak bardzo tego miasta jeszcze nie poznałam – odparłam z uśmiechem i przysiadłam na jednym ze schodków prowadzących do sklepu.

-Dobra, dobra. To ty lepiej się stamtąd nie ruszaj – roześmiała się – Ja zaraz będę – powiedziała radośnie po czym się rozłączyła. Uśmiechałam się do ekranu telefonu dobre kilka minut. No tak, głupia byłam, nawet nie zapytałam się pod jakim sklepem stoi. Po kilku minutach zauważyłam Klaudię na horyzoncie. Ubrana była bardzo stylowo, a zresztą, kiedy ona nie jest ubrana stylowo? Jej zawód tego wymaga, w końcu była menedżerem Jastrzębskiego Węgla. Mimo wysokiej posady, nie szczyciła się ani nie udawała wielkiej pani. Była normalna i za to ją sobie ceniłam.

-Było zadzwonić wcześniej to bym wyszła pod twój blok, a nie! – roześmiała się i usiadłam koło mnie –Tak w ogóle to cześć – pocałowała mnie w policzek.

-No cześć – uśmiechnęłam się szeroko- To co? Zbieramy się na zwiedzanie? - mrugnęłam okiem i wstałam ze schodów. Kiwnęła głową i również wstała z chłodnych płytek.

-Mam nadzieję, że ubrałaś wygodnie buty, bo co jak co, ale dzisiaj się sporo nachodzimy – roześmiała się i pociągnęła mnie w kierunku chodnika.

-Mam trampki…jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam – odparłam dumnie po czym wyszczerzyłam się jak głupia – Wiesz, one już tyle przeżyły, że ufam im teraz całkowicie.

-Ale takiego dystansu to jeszcze chyba nigdy nie przeżyły – odparła z uśmiechem.

-Czyli mówisz, że maraton będzie dzisiaj? – zapytałam lekko zdziwiona i rozbawiona.

-Yes – odparła z bananem na twarzy i zgodnie, razem ruszyłyśmy w kierunku centrum. Klaudia zafascynowana rolą przewodnika opowiadała mi o każdym miejscu, ulicy, kawiarni, sklepie, nawet o skrótach, którymi mogłabym się szybciej dostać do własnego bloku.  Po godzinnym spacerze spoczęłyśmy na ławce w parku – Musze wstąpić jeszcze na hale, aby zabrać papiery z biura. To zajmie mi dosłownie chwilkę, ok? Albo chodź ze mną. – pociągnęła mnie w stronę budynku, który znajdował się niedaleko parku, w którym się znajdowałyśmy. Lada moment znajdowałyśmy się już pod samymi drzwiami budynku.

– To ja zaraz wracam. Jak chcesz to możesz wejść na halę, chłopaki nie mają treningu, więc luz – mrugnęła okiem

-Na pewno?- zapytałam zdezorientowana.

-Na pewno, na pewno, małpo – roześmiała się – Przynajmniej tak mi się wydaję – wyszczerzyła się widząc moja reakcję.

-Weź, żebym tylko czasem jakiejś wtopy nie zaliczyła wchodząc na trening do Jastrzębian – obejrzałam się kilka razy wokół własnej osi wypatrując  jakiegoś człowieka. Rzeczywiście, było pusto. Oprócz nas nie było nikogo. Jedyne co mnie zaciekawiło to piosenki bluse, które można było usłyszeć za drzwiami szatni. Jednakże puściłam to mimo uszu. Pomyślałam, że to może być portier bądź sprzątaczka.

-Zawsze zaliczasz jakąś wtopę – stwierdziła poważnie po czym dostała ode mnie porządnego kuksańca w bok – Dobra, to ja spadam. Za kilka minut wrócę – mrugnęła okiem i weszła schodami na górę. Ja stałam przed pomieszczeniem, na którym znajdowało się boisko, niepewnie do niego weszłam. Na pierwszy rzut oka, hala wydawała się być ogromna, zwłaszcza, że znajdowałam się tam sama. Samiuteńka jak palec. Każde moje kroki powodowały małe echo, co mnie przytłaczało. Gdy podeszłam bliżej parkietu zauważyłam porozrzucane piłki. Torebkę, którą miałam ze sobą wzięłam, postawiłam na podłodze i podeszłam do parkietu. Wzięłam piłkę do ręki i zaczęłam serwować, czułam się jak ryba w wodzie. Tak tęskniłam za tym sportem, tak długo nie trzymałam piłki w ręce .Nie wiedziałam czy mogę to robić, czy to jest zabronione. Ale chęć odbicia piłki, przeważyła wszystko. Czasy z liceum, kiedy to trenowałam siatkówkę, od razu mi się przypomniały. Zawody, ciężkie treningi i radość z wygranego meczu. Może moja drużyna nie odnosiła zbyt wielkich sukcesów, ale cieszyłam się gdy wychodziłyśmy razem na boisko. Siatkówka, za tych czasów, była jedyna rzeczą, którą kochałam ponad życie. Nie było niczego, ani nikogo innego. Poza Klaudią oczywiście, która zawsze siedziała na trybunach i kibicowała mi, zdzierając sobie przy tym gardło.


-Przepraszam! – usłyszałam męski głos dobiegający z drzwi wejściowych.
________________________________________
Hej wszystkim :)
Tak oto prezentuje się pierwszy rozdział mojego opowiadania :) Mam nadzieję, że was nie zanudzę :)
Komentarze mile widziane :D
Pozdrawiam i do następnego! :**