sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 1

"There ain't a word in this world that describes                                      you"

Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Nie mogłam uwierzyć w to co mi się śniło. Wszystkie złe wspomnienia z przeszłości, teraz przejawiały mi się koszmarami.  Oszołomiona usiadłam po turecku na łóżku i podparłam głowę o ręce. Łzy mimowolnie spływały mi po policzkach a oddech był nierównomierny. To nie pierwszy raz, kiedy mam takie sny. One zdarzają mi się dużo częściej, niż mogłoby to się wydawać, mimo wszystko, nie mogłam się do nich przyzwyczaić. Pogodzić się z tą myślą, z tymi wspomnieniami. Tylko, dlaczego. Wszystko stało się tak dawno, nie mogłam pojąć dlaczego to wszystko jeszcze mnie nęka. Chwiejnym krokiem wyszłam z sypialni i udałam się na balkon. Zimne poranne powietrze przeszyło moje ciało a promienie słońca padały mi na twarz, co spowodowało u mnie lekki uśmiech. Usiadłam na ławeczce stojącej pod ścianą i spojrzałam na okolice. Jastrzębie z mojego piątego piętra wyglądało bardzo pięknie. Pomimo tego, że mieszkałam na przedmieściach tego miasta, pasowało mi to. Nie za głośno, nie za cicho, po prostu w sam raz. Pomimo wczesnej pory, na ulicach znajdowało się sporo zabieganych ludzi. Dzieci szły do przedszkola, starsze panie na zakupy a jeszcze inni ,śpieszyli się do pracy. Co jak co, ale to miasto tętniło życiem. Byłam tu od niedawna, dopiero od miesiąca. Bywały momenty, że gubiłam się w swojej okolicy, to się zmieniło. No może nie. Czasami naprawdę, nie wiem gdzie znajduję. Ten miesiąc mi wystarczył, abym zakochała się w tym mieście. Nie bez powodu opuściłam Warszawę. Chciałam wszystkie złe wspomnienia, usunąć z mego życia. Aby myśli o tym co mnie spotkało, nie zadręczały mnie już. Chciałam zacząć żyć na nowo, swoimi zasadami i przede wszystkim, cieszyć się z życia oraz brać z niego to, co najlepsze. Tutaj miałam osobę, którą kochałam, przyjaciółkę. Gdy byłam w stolicy, widywałyśmy się raz na pół roku, co było dla mnie straszną traumą. Bez niej czułam się samotna, opuszczona. Jakby nie patrzeć, miałam tylko ją. Rodziny nie miałam, to ona mi ją zastępowała. Gdy jej ojciec zaproponował mi pracę u siebie w aptece, nawet nie zawahałam się z tą decyzją, od razu ją przyjęłam. Ukończone studia farmaceutyczne w końcu na coś się przydały, teraz nie żałowałam tego, że podjęłam naukę właśnie na tym kierunku. Tak samo, jak nie żałuję przeprowadzki tutaj. Poza tym, teraz miałam przy sobie Klaudię, nie czułam się opuszczona. Mimo tego, że mieszkałyśmy osobno i to w zupełnie innych częściach miasta, widywałyśmy się codziennie. Tak jak dzisiaj, miałam spotkać się z nią i pozwiedzać trochę miasto. Gdy dostatecznie nawdychałam się świeżego powietrza, weszłam z powrotem do mieszkania. Poszłam do sypialni chcąc pościelić łóżko, było w niesamowitym bałaganie. Kołdra zwisała z każdej możliwej strony łóżka a poduszki znajdowały się na podłodze. Prześcieradło- nawet szkoda mówić, było niemiłosiernie pozwijane . Głośno westchnęłam i wzięłam się za sprzątanie tego pobojowiska. Po kilku minutach było gotowe a ja udałam się do łazienki aby zmyć z siebie cały brud z nocy. Po kąpieli założyłam  na siebie krótkie dżinsowe spodenki i luźną brzoskwiniową bluzkę na krótkim rękawku. Na nogi założyłam tylko trampki i zabrałam się za robienie makijażu. Swoje bladoniebieskie oczy podkreśliłam tylko czarną kredką a usta musnęłam błyszczykiem, to mi w zupełności wystarczyło. Gotowa wyszłam z łazienki. Na zegarze kuchennym widniała godzina 10:23. Z Klaudią umówiłam się na 11, więc zdążyłam w tym czasie zjeść śniadanie i obejrzeć fragment porannego programu telewizyjnego. Wychodząc z mieszkania wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Klaudii, odebrała po kilku sygnałach.

-Heeeej, siostro – przywitałam się radośnie – Ja jestem już pod blokiem..

-No a ja pod spożywczakiem  - odparła.

-Ok, to poczekaj na mnie, już do Ciebie idę – uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam do najbliższego sklepu. Gdy dotarłam na miejsce Klaudii nie było, ponownie wyciągnęłam telefon i wystukałam jej numer.

-No gdzie ty się szlajasz? – zapytałam z lekkim wyrzutem rozglądając się po okolicy i wypatrując przyjaciółki.

-Jak stałam pod tym spożywczakiem, tak dalej pod nim stoję…- westchnęła.

-Eee no bo ja też właśnie stoję pod sklepem a Ciebie nie ma – odparłam lekko zdezorientowana i oparłam się o barierkę.

-Czekaj, czekaj…ty jesteś pod tym spożywczakiem na ulicy Towarowej?

-Yyyy no tak.

-Debiluuuuu – jęknęła po czym się roześmiała – Ja jestem na Rybnickiej.

-Nie miej do mnie wątów – wyszczerzyłam się do słuchawki – Jestem tu dopiero miesiąc…tak bardzo tego miasta jeszcze nie poznałam – odparłam z uśmiechem i przysiadłam na jednym ze schodków prowadzących do sklepu.

-Dobra, dobra. To ty lepiej się stamtąd nie ruszaj – roześmiała się – Ja zaraz będę – powiedziała radośnie po czym się rozłączyła. Uśmiechałam się do ekranu telefonu dobre kilka minut. No tak, głupia byłam, nawet nie zapytałam się pod jakim sklepem stoi. Po kilku minutach zauważyłam Klaudię na horyzoncie. Ubrana była bardzo stylowo, a zresztą, kiedy ona nie jest ubrana stylowo? Jej zawód tego wymaga, w końcu była menedżerem Jastrzębskiego Węgla. Mimo wysokiej posady, nie szczyciła się ani nie udawała wielkiej pani. Była normalna i za to ją sobie ceniłam.

-Było zadzwonić wcześniej to bym wyszła pod twój blok, a nie! – roześmiała się i usiadłam koło mnie –Tak w ogóle to cześć – pocałowała mnie w policzek.

-No cześć – uśmiechnęłam się szeroko- To co? Zbieramy się na zwiedzanie? - mrugnęłam okiem i wstałam ze schodów. Kiwnęła głową i również wstała z chłodnych płytek.

-Mam nadzieję, że ubrałaś wygodnie buty, bo co jak co, ale dzisiaj się sporo nachodzimy – roześmiała się i pociągnęła mnie w kierunku chodnika.

-Mam trampki…jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam – odparłam dumnie po czym wyszczerzyłam się jak głupia – Wiesz, one już tyle przeżyły, że ufam im teraz całkowicie.

-Ale takiego dystansu to jeszcze chyba nigdy nie przeżyły – odparła z uśmiechem.

-Czyli mówisz, że maraton będzie dzisiaj? – zapytałam lekko zdziwiona i rozbawiona.

-Yes – odparła z bananem na twarzy i zgodnie, razem ruszyłyśmy w kierunku centrum. Klaudia zafascynowana rolą przewodnika opowiadała mi o każdym miejscu, ulicy, kawiarni, sklepie, nawet o skrótach, którymi mogłabym się szybciej dostać do własnego bloku.  Po godzinnym spacerze spoczęłyśmy na ławce w parku – Musze wstąpić jeszcze na hale, aby zabrać papiery z biura. To zajmie mi dosłownie chwilkę, ok? Albo chodź ze mną. – pociągnęła mnie w stronę budynku, który znajdował się niedaleko parku, w którym się znajdowałyśmy. Lada moment znajdowałyśmy się już pod samymi drzwiami budynku.

– To ja zaraz wracam. Jak chcesz to możesz wejść na halę, chłopaki nie mają treningu, więc luz – mrugnęła okiem

-Na pewno?- zapytałam zdezorientowana.

-Na pewno, na pewno, małpo – roześmiała się – Przynajmniej tak mi się wydaję – wyszczerzyła się widząc moja reakcję.

-Weź, żebym tylko czasem jakiejś wtopy nie zaliczyła wchodząc na trening do Jastrzębian – obejrzałam się kilka razy wokół własnej osi wypatrując  jakiegoś człowieka. Rzeczywiście, było pusto. Oprócz nas nie było nikogo. Jedyne co mnie zaciekawiło to piosenki bluse, które można było usłyszeć za drzwiami szatni. Jednakże puściłam to mimo uszu. Pomyślałam, że to może być portier bądź sprzątaczka.

-Zawsze zaliczasz jakąś wtopę – stwierdziła poważnie po czym dostała ode mnie porządnego kuksańca w bok – Dobra, to ja spadam. Za kilka minut wrócę – mrugnęła okiem i weszła schodami na górę. Ja stałam przed pomieszczeniem, na którym znajdowało się boisko, niepewnie do niego weszłam. Na pierwszy rzut oka, hala wydawała się być ogromna, zwłaszcza, że znajdowałam się tam sama. Samiuteńka jak palec. Każde moje kroki powodowały małe echo, co mnie przytłaczało. Gdy podeszłam bliżej parkietu zauważyłam porozrzucane piłki. Torebkę, którą miałam ze sobą wzięłam, postawiłam na podłodze i podeszłam do parkietu. Wzięłam piłkę do ręki i zaczęłam serwować, czułam się jak ryba w wodzie. Tak tęskniłam za tym sportem, tak długo nie trzymałam piłki w ręce .Nie wiedziałam czy mogę to robić, czy to jest zabronione. Ale chęć odbicia piłki, przeważyła wszystko. Czasy z liceum, kiedy to trenowałam siatkówkę, od razu mi się przypomniały. Zawody, ciężkie treningi i radość z wygranego meczu. Może moja drużyna nie odnosiła zbyt wielkich sukcesów, ale cieszyłam się gdy wychodziłyśmy razem na boisko. Siatkówka, za tych czasów, była jedyna rzeczą, którą kochałam ponad życie. Nie było niczego, ani nikogo innego. Poza Klaudią oczywiście, która zawsze siedziała na trybunach i kibicowała mi, zdzierając sobie przy tym gardło.


-Przepraszam! – usłyszałam męski głos dobiegający z drzwi wejściowych.
________________________________________
Hej wszystkim :)
Tak oto prezentuje się pierwszy rozdział mojego opowiadania :) Mam nadzieję, że was nie zanudzę :)
Komentarze mile widziane :D
Pozdrawiam i do następnego! :**

4 komentarze:

  1. http://beenoughopowiadanie.blogspot.com/
    zapraszam :D.
    o a u ciebie nowy rozdział :d musze szybko przeczytać :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Man nadzieję, ze się podobał :)
      Pozdrawiam! :P

      Usuń
  2. Hej! Wybacz opóźnienie, ale dopiero teraz wszystko nadrabiam. :)
    Ciekawi mnie kto jest właścicielem owego męskiego głosu.
    Fajnie jest mieć w życiu kogoś takiego jak Klaudia - osobę, która jest z nami od lat, "mimo wszystko". :)
    Jeśli możesz, informuj mnie o nowościach. Tymczasem zapraszam na magia-rubinu.blogspot.com na nowy rozdział.
    Pozdrawiam, Misu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taki pozytywny komentarz :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń