czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 3

"No wise words gonna stop the bleeding"

Następnego dnia, zaczynałam swoją nową pracę. Bardzo się na nią cieszyłam, ale też bałam. Nie wiedziałam czy sobie poradzę w tej roli. Czy podołam zadaniu jakie postawił mi ojciec Klaudii zatrudniając mnie do swojej apteki. Chciałam wypaść jak najlepiej, nie tylko w oczach innych, ale też swoich. Chciałam być spełniona oraz szczęśliwa. Chciałam sobie udowodnić, że mam cele, do których dążę i je zdobywam. Ta praca, była właśnie jednym z nich.
Siedziałam z kubkiem gorącej herbaty na balkonie, było wcześnie rano. Słońce świeciło bardzo mocno od samego świtu, lekki wiaterek muskał moje ciało przez co miałam małą gęsią skórkę. Bardzo lubiłam tak siedzieć na ławce i wpatrywać się w Jastrzębie. Powodowało to, że mogłam się wyciszyć, skupić i w samotności przemyśleć wszystkie sytuacje, które mnie spotkały. Nagle poczułam wibracje swojego telefonu, dzwoniła Klaudia.

-Heeej! Przyniosłabyś mi po pracy tą swoją książkę.. no, zapomniałam jak się to nazywa! Dramat w każdym razie! – uśmiechnęłam się szeroko gdy usłyszałam głos Klaudii w głośniku.

-Ten melodramat co kupiłam w zeszłym tygodniu?  – Klaudia była molem książkowym, chyba największym jakiego kiedykolwiek spotkałam. Oprócz mnie oczywiście.

-Tak, tak, tak! Trzy razy tak!

-A gdzie mam Ci ją przynieść?

-Na halę, jakbyś mogła . Dzisiaj czeka mnie robota do samego wieczora – jej głos nieco posmutniał, ale się nie dziwię, prace ma z jednej strony świetną a z drugiej strony do kitu. Niekiedy musi ślęczeć nad papierami od rana do wieczora, tak jak dzisiaj.

-Dobra! To w takim razie do zobaczenia po południu! – odparłam uśmiechnięta.

-Tylko się tam nie zgub po drodze – roześmiała się, ja zrobiłam to samo gdy przypomniałam sobie sytuację ze wczoraj.

-Spadaj! Jak się zgubię, to będzie Twoja wina! Bo mi niedokładnie Jastrzębie wczoraj pokazałaś!

-W takim razie  modlę się o to, abyś trafiła tutaj do mnie bez problemu! Pa! – odparła radośnie i rozłączyła się.

Długo po naszej rozmowie siedziałam jeszcze na ławce i wpatrywałam się w horyzont. Jednak szybko się ogarnęłam i poszłam do kuchni aby zrobić sobie porządne śniadanie. Kuchnie miałam w miarę dużą więc gotować można było w niej dniami i nocami. Z lodówki wyjęłam wszystkie potrzebne mi składniki i zaczęłam smażyć naleśniki. Na koniec przystroiłam je nutellą i mogłam się zajadać tym niezbyt zdrowym posiłkiem. Po zjedzeniu śniadania i wypiciu kolejnego kubka gorącej herbaty poszłam do łazienki aby przebrać się w normalniejsze ciuchy. Założyłam jasne, przetarte dżinsy, luźny przewiewny sweter i czarne, wygodne balerinki. Normalnie nie zwracałabym uwagi na wygląd, ubranie do pracy bo jego część będzie schowana za białym fartuchem, ale zważając na to, że mam iść dzisiaj na halę, ubrałam się nieco ładniej. Oczy podkreśliłam czarną kredką, tuszem w tym samym kolorze a usta podkreśliłam bezbarwnym błyszczykiem, włosy tradycyjnie rozpuściłam i zadowolona wyszłam z łazienki. Po drodze wstąpiłam też do sypialni, wzięłam z niej książkę, o która prosiła mnie Klaudia, torbę i najważniejsze dokumenty. Po kilku minutach byłam już gotowa, uśmiechnięta zakluczyłam drzwi i wyszłam z mieszkania. Po kilkuminutowym spacerze byłam już pod budynkiem, w którym znajdowała się apteka. Był naprawdę duży, piętrowy, miał wiśniowy dach oraz białe ściany. Jedna z nich poryta była rosnącym bluszczem. Naprzeciwko ścieżki prowadzącej do budynku znajdowały się schodki , za którymi były wielkie drzwi z drewnianych framug. W środku znajdowały się piękne, szaro-białe witraże. W oknach, których framugi były również drewniane ,widniały beżowe zasłony. Ogród, który rozpościerał się przed budynkiem, był zadbany i dokładnie przemyślany. Po obu stronach ścieżki można było zauważyć piękne, różnokolorowe klomby kwiatowe. Płot obsadzony był różami, sama furtka, miała wejście w kształcie łuku, które również było obsadzone tymi pięknymi, czerwonymi kwiatami. Wygląd tego budynku niesamowicie mnie zdziwił, myślałam, ze będzie on bardziej neutralny, a on wyglądał jak przytulny, rodzinny dom. Jeszcze raz wyciągnęłam kartkę z adresem i sprawdziłam, czy to jest właśnie ten budynek, w którym umieszczona jest apteka. Ulica się zgadzała, numer domu też. Nie pozostawało mi nic innego niż wejść do budynku. Niepewnym krokiem zmierzałam w kierunku drzwi wejściowych, gdy się tam znalazłam zadzwoniłam dzwonkiem umieszczonym obok wejścia. Po kilku sekundach w drzwiach stanął tata Klaudii, był mężczyzną w podeszłym wieku. Na jego głowie było widać pierwsze oznaki siwizny a na twarzy kilka zmarszczek. Jednak mimo wszystko, trzymał się świetnie. Jego wesołe oczy nadawały mu bardzo ciepłego i miłego wyglądu. Cały czas były roześmiane.

-Dzień dobry Panie Jarku – ukłoniłam się lekko.

-Cześć Nikola! Nie spodziewałam się Ciebie wcześnie. Jest dopiero ósma, zaczynasz dopiero za pół godziny  – powiedział spoglądając na zegarek, który widniał na jego ręce.

-Niby tak – uśmiechnęłam się nieśmiało – Ale z racji tego, że jestem tu pierwszy raz chciałam się 
zorientować gdzie co się znajduje.

-Pełen profesjonalizm – powiedział i uważnie mi się przyjrzał.

-A gdzie tam – machnęłam rękę i weszłam do budynku. Jego wnętrze było tak samo przytulne, jak jego zewnętrzny wygląd. Ściany były pomalowane na beżowo a podłogi były zrobione ze z miodowych paneli. Na ścianach widniało mnóstwo obrazów, przedstawiających jesienne krajobrazy. Z zaciekawieniem patrzyłam na wnętrze tego budynku. W holu znajdowała się para drzwi położona po przeciwnych stronach pomieszczenia.

-Po Twojej lewej stronie znajduje się apteka, natomiast po prawej część domu, w którym mieszkają moi teściowie – wytłumaczył mi Pan Jarek.

-Czyli dlatego ten budynek jest taki zadbany – odparłam z uśmiechem.

-Słucham?

-Nic, nic, po prostu byłam zdziwiona gdy zobaczyłam ten budynek. Zwykle apteki wyglądają biało, szaro, nudno. Z zewnątrz jak i na zewnątrz. A  ta jest zupełnie inna. Aż prosi się żeby tu wejść – stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniu.

-Moi teściowie użyczyli mi kawałek tego domu, abym mógł założyć tą działalność – jestem im niesamowicie za to wdzięczny – kiwnęłam głową z uznaniem – W takim razie wejdź do środka- tak jak Pan Jarek powiedział, tak zrobiłam. Weszłam do pomieszczenia, w którym znajdowała się apteka. Ściany były nieco bielsze od tych w holu, podłoga była ta sama. Pierwsze co zauważyłam były to ogromne szafy z przeróżnymi lekami. Znajdowały się w nich szyby, przez które czysto mogło się wszystkiego dopatrzeć. Rozciągały się po sam sufit.

-Nie przejmuj się, tam jest stolik. Będziesz mogła na niego wchodzić, gdy będziesz miała problem z dosiągnięciem czegoś – roześmiał się pan Jarek widząc to, że wlepiłam swój wzrok w wielkie szafy. Pokiwałam twierdząco głową i podeszłam bliżej lady. Była nowocześnie urządzona, wszystkie potrzebne rzeczy, maszyny, znajdowały się na niej. Naprzeciwko była także mała sofa dla klientów i mini kącik do zabawy dzieci. Uśmiechnęłam się na samą myśl o dzieciach, jednakże mój uśmiech szybko zniknął gdy przypomniałam sobie o problemie, który mnie nęka przez całe życie, począwszy od mojego wczesnego dzieciństwa. Z zamyślenia wyrwał mnie jednak Pan Jarek.

-Za tamtymi drzwiami, znajduję się Twoja przebieralnia i najpotrzebniejsze rzeczy, fartuch do pracy i inne – podziękowałam i powoli udałam się do pomieszczenia aby nałożyć na siebie fartuch farmaceutyczny. Leżał jak ulał. Wyszłam z pomieszczenia do Pana Jarka, gdy zobaczył mnie, pokiwał z uznaniem głową i powolnym krokiem do mnie podszedł.

-Brakuje Ci jeszcze jednej rzecz -  powiedział zdecydowanie. Spojrzałam na niego bojącym się wzrokiem – Plakietki – roześmiał się i przypiął do mojego fartucha plakietkę z moim imieniem i nazwiskiem -A teraz musze Cię opuścić, sprawy na mieście wzywają. Mam nadzieję, że praca tutaj jak najbardziej będzie Ci odpowiadała – powiedział z uśmiechem i wyszedł z pomieszczenia.

-Do widzenia Panie Jarku!- krzyknęłam za nim radośnie. Z dumą paradowałam w fartuchu po aptece i rozglądałam się po niej. Gdy w końcu nadeszła chwila otwarcia stanęłam przed ladą i z uśmiechem witałam pierwszych gości. Było ich zaskakująco dużo. Być może dlatego, że apteka znajdowała się w centrum Jastrzębia i to w dodatku koło szpitala. Szybko mijały pierwsze godziny. Naprawdę szybko. Po pierwszych  kilkunastu minutach pracy zorientowałam się gdzie co leży, więc później nie miałam żadnego problemu ze znalezieniem żadnego leku, bądź opatrunku. Po tych kilku godzinach pracy nie zmęczyłam się tak bardzo, wręcz przeciwnie, ta praca sprawiała mi radość. Po obsłużeniu wszystkich klientów weszłam na chwilę do mojej przebieralni gdyż moja praca na dzisiaj właśnie się kończyła.

-Dzień dobry! – usłyszałam głos  klienta, od razu wróciłam się aby go obsłużyć. Moim oczom ukazał się Michał, tak, Michał Kubiak. On sam też był zdziwiony, przynajmniej na takiego wyglądał.

-W czym mogę Ci pomóc? - powiedziałam radośnie gdy tylko otrząsnęłam się z tego mini szoku.

-To ty tu pracujesz? - wydukał zdziwiony.

-Wszystko na to wskazuje – uśmiechnęłam się do znajomego.

-Hmm..Farmaceutka Nikola Sawicka, jak to szlachetnie i dumnie brzmi – pokręcił z uznaniem głową po czym się roześmiał.

-A jak! – odparłam radośnie.

-Długo tu pracujesz? – zapytał po chwili. Z powagą spojrzałam na zegarek, który widniał na mojej 
ręce.

-Hmmm, jak tak patrzę, to będzie już z osiem godzin – roześmiałam się – No i zaraz kończę – dodałam.

-Uuuu czyli pierwszy dzień w pracy widzę?

-I mam nadzieję, że nie ostatni.

-Ja też nie – zaśmiał się –A propo widzenia…to przyszedłem po krople do oczu – dodał z uśmiechem i 
spojrzał za ladę. Szybko mu je podałam i wystukałam rachunek  -Dzięki – mrugnął okiem.

-To do zobaczenia – powiedziałam gdy Michał wychodził. W pewnym momencie zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Uważnie mi się przyjrzał.

-Za ile kończysz tą pracę? – zapytał ciepło.

-5 minut i zamykam aptekę a potem spadam do Klaudii do pracy– powiedziałam z uśmiechem układając leki w górnej szafce.

-Aaaaa, to dobrze się składa – powiedział z uśmiechem przybitym na twarzy – Właśnie też się na halę wybieram. Może pójdziemy razem? – zaproponował. Zdziwiłam się ta propozycją. Z jednej strony ucieszyłam się, ale z drugiej czułam się nieco skrępowana.

-Dobrze – odparłam nieśmiało z lekkim uśmiechem na twarzy.

-To poczekam na zewnątrz – powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Ja w tym czasie powyłączałam wszystkie maszyny, zdjęłam fartuch i poprawiłam włosy. Zamknęłam aptekę, a klucze odwiesiłam tam gdzie było ich miejsce, na specjalnym wieszaku w holu. Gdy wychodziłam z domu, od razu zauważyłam Kubiaka, który oparty o furtkę wpatrywał się w przejeżdżające obok samochody.

-Bu! Już jestem – dźgnęłam go lekko palcem w żebra na co on się roześmiał i spojrzał na mnie z góry. Byłam wysoka, więc jego wzrost nie robił na mnie z byt wielkiego znaczenia.

-Straszysz ludzi – roześmiał się znowu.

-To moje ulubione zajęcie – skwitowałam radośnie.

-No i dobrze Ci to wychodzi.  Gdybyś tylko Łasko wystraszyła…- westchnął.

-Challange Accepted! – odparłam i spojrzałam na drogę, która podążaliśmy.

-Serio?

-A czemu nie? Coś się wymyśli – mrugnęłam okiem.

-Haha, to wtedy to będę Cię wielbić do końca mego życia! – spojrzał na mnie radosnym wzrokiem po czym zaprowadził w stronę ścieżki, która prowadziła do hali.

-No bez przesady – powiedziałam nieśmiało.

-Tak, tak.

I tak się zaczęło. Michał opowiadał mi o swojej rodzinie, ja o swojej. Rozmawialiśmy o wszystkim, o swoich zainteresowaniach, znajomych, ulubionych drużynach sportowych. Należał do tych ludzi, którzy potrafią słuchać. A do tego czułam, że jego oczy patrzą na mnie z taką życzliwością, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie zaznałam od drugiej osoby. Dokładnie wsłuchiwał się w to co mówię, przy czym to wszystko analizował. Często też żartowaliśmy.

-Coś długo nam ta droga mija – stwierdziłam patrząc na zegarek.

-Chodzimy już tak z godzinę – odparł zdezorientowany Michał.

-I chyba w kółko – roześmiałam się.

-Chyba masz rację – stwierdził z uśmiechem.

-Lepiej już chodźmy na tą hale – uśmiechnęłam się do niego i pociągnęłam skrawek jego bluzy. 

Bardzo duży banan zagościł na jego twarzy, zresztą, na mojej też. Tym razem, znaleźliśmy się pod halą w ciągu kilku minut.

-To ja spadam na górę do Klaudii – powiedziałam nieśmiało – Dziękuje, że mnie odprowadziłeś.

-Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się szelmowsko po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam schodami do biura Klaudii. Zapukałam i weszłam pewnym krokiem do pomieszczenia. Biedna Klaudia siedziała przy biurku sama, a wokół niej były same papiery.

-Aloha siostra – powiedziałam radośnie.

-Jeeeesteś! – wyszła zza biurka by mnie przytulić na przywitanie.

-Jestem, jestem..- pokiwałam twierdząco głową.

-Weź mnie stąd wyciągnij – jęknęła ponownie siadając na fotelu. Ja zajęłam miejsce, które znajdowało się naprzeciwko mojej przyjaciółki.

-Przykro mi, jeszcze nie teraz – roześmiałam się na co Klaudia wrogo na mnie spojrzała i ujęła twarz w ręce –Nie pakuniaj, jeszcze godzinka – powiedziałam ciepło. Przyjaciółka nic nie odpowiedziała, zatopiła usta w kawie, która była w kubku na szafce obok biurka –A! Mam dla Ciebie tą książkę – powiedziałam wyciągając z torby dramat.

-Może chociaż to wieczorem poprawi mi humor ! Dziękuję! – w jej oczach pojawiły się iskierki 
szczęścia. Ona naprawdę kochała czytać.

-Oddaj kiedy chcesz, ja już ją przeczytałam i…

-Cicho! – przerwała mi – Nic mi nie mów, chce mieć niespodziankę czytając ją – uśmiechnęła się i ponownie zaczęła wypełniać papiery.

-A ty jak tam? Nie zgubiłaś się? – roześmiała się nie odrywając wzroku od kartek.

-No wiesz… - zaczęłam.

-Ja ją przyprowadziłem – usłyszałam za sobą głos Kubiaka. Równocześnie ja i Klaudia spojrzałyśmy na niego. Stał w drzwiach, był przebrany już w strój treningowy a w rękach trzymał teczkę.

-To wy razem przyszliście tutaj? –wydukała zdezorientowana Klaudia.

-No tak jakoś wyszło – mrugnęłam do niej okiem.

-A tak w ogóle, to mam coś dla Ciebie – Michał podszedł do biurka i wręczył Klaudii teczkę, którą przedtem trzymał w ręce – Od trenera – uśmiechnął się szeroko.

-Ja coś czuję, że wcześniej niż do północy, ty tego nie skończysz – powiedziałam patrząc na ilość papierów do uzupełnienia.

-Mogę Ci przynieść materac jak chcesz – roześmiał się – Bo wiesz, tak na 6 godzin to nawet nie 
opłaca się do domu wracać – powiedział spoglądając na załamaną Klaudię, która przeglądała wszystkie kartki.

-Kubiak, nie pomagasz – westchnęła.

-Dobra, w takim razie ja spadam. Nie będę Ci przeszkadzać. Do zobaczenia – przytuliłam ja na pożegnanie i wyszłam z biura.

– Hej! Mam jeszcze do ciebie pytanie – usłyszałam za sobą głos Michała– Bo wiesz, nie chciałbym stracić z tobą kontaktu. Mogłabyś mi dać swój numer telefonu? – zapytał trzymając mnie za rękaw mojego swetra. Szybko się odwróciłam, widziałam w jego oczach małe iskierki, na twarzy pojawił się rozrabiający uśmiech.

-Pewnie – uśmiechnęłam się lekko i wyjęłam z torby kawałek papieru i długopis. Napisałam na karteczce swój numer i e-mail. Tak jakby co.

-Dziękuję – odparł ciepło wpatrując się w skrawek papieru.


-Do zobaczenia Michał – powiedziałam nieśmiało i udałam się w kierunku wyjścia. Czułam niezwykłą radość, która rozpierała moje serce. Ale tak naprawdę, nic się dzisiaj nie stało. Być może cieszyłam się z tego, że dostałam świetną pracę, mam przyjaciółkę, no i poznałam nowych ludzi w mieście. Moje życie powoli zaczęło się układać.
____________________________
Hej wszystkim :) Mam do was pytanie, czy jest sens prowadzić dalej tego bloga, z tą historią? :) Bo nie wiem czy ktoś go w ogóle czyta :D
Pozdrawiam ! ;*

7 komentarzy:

  1. Jasne, że jest sens! Dopiero co trafiłam na tego bloga i nie wyobrażam sobie, że miałabyś go nie pisać dalej.
    Bardzo podoba mi się ta historia i jestem ciekawa, jak dalej rozwinie się ich znajomość :)
    Pozdrawiam.
    [fighting--for--happiness.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Naprawdę, strasznie zmotywowałaś mnie do dalszego pisania :) Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam! :*

      Usuń
  2. Pisz pisz ;) Świetna jest! ;)
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i z chęcią odwiedzę :)
      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  3. robi się ciekawie :D
    czekam na nowy post ;)
    a ja zapraszam do siebie, nowy blog ;)
    http://siatkarskielovestory.blogspot.com/
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń