yours"
Dni mijały bardzo szybko. Mimo codziennej rutyny, byłam
nareszcie szczęśliwa. Codziennie chodziłam do swojej pracy, która, jak dotąd
uwielbiałam. Nie sprawiało mi to żadnej trudności, aby wstawać o szóstej bądź
siódmej rano. Wstawałam z łóżka szczęśliwa, po prostu. Do apteki przychodzili
akurat tacy ludzie, z którymi mogłam porozmawiać na przeróżne tematy, pośmiać
się. Oni zdecydowanie ułatwiali mi pracę. Pan Jarek także przychodził mnie sprawdzać,
ale to tylko przez kilka pierwszych dni. Później widywałam go coraz rzadziej.
Niekiedy, gdy mieliśmy mało klientów, przychodził i siadał na sofie w aptece,
rozmawialiśmy wtedy o wszystkim. Posiadał cechy wspaniałego, opiekuńczego ojca,
najlepszego. Czasami zazdrościłam Klaudii, że ma kogoś takiego przy sobie. Ja
niestety takiej możliwości nie miałam, co bardzo mnie bolało. Mimo iż upłynęło
tyle lat, wspomnienia raniły mnie tak bardzo, jak kiedyś. Mimo tego, że nie
miałam rodziny, cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z rodziną Klaudii. Im
więcej czasu z nią spędzałam, tym bardziej czułam się jak jej cząstka. W pewnym
sensie było mi też głupio. Połowę dnia przesiadywałam w aptece u Pana Jarka,
potem do Klaudii do mieszkania, niekiedy jej mama zapraszała mnie nawet na
domowe obiady. Przychodziłam z wielką chęcią. Zdeklarowałam się także, że zaproszę ich do mnie, na mój, niezbyt domowy,
ale obiad. Myślę, że ten „plan” wejdzie kiedyś w życie. Bardzo by mi na tym
zależało. Natomiast Klaudię planowałam zaprosić na porządną kawę, po tym
wszystkim co dla mnie zrobiła. Gdy miałam wolną chwile po pracy, zawsze
odwiedzałam ją w biurze, a następnie obie oglądałyśmy treningi chłopaków z
trybun. To dzięki niej poznałam tak wspaniałych ludzi. Wszyscy byli bardzo
mili, zabawni, wbrew pozorom, normalni. Bardzo lubiłam spędzać z nimi czas,
niekiedy nawet zaprosili mnie na boisko, ze względu na Kubiaka, który wygadał
wszystkim, że w liceum grałam w siatkówkę. Opinie o mojej grze były dobre, ale
ja wiem, że to nieprawda. Co jak co, ale Jastrzębianom to ja do pięt nie
dorastałam. Dosłownie. Gdy chłopaki wyjeżdżali na mecze, hala była pusta,
przychodziłam wtedy do Klaudii i razem się na niej wygłupiałyśmy. Było wtedy
naprawdę miło, mogłyśmy spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu. Nie tak jak
dzisiaj. Swoją pracę zaczynałam już od 7 rano, a kończyłam o 17. Na złość
pogoda wcale dziś nie dopisywała, było pochmurnie i brzydko. Słońca nie było
widać wcale. Niechętnie wstałam z łóżka i ubrałam się do pracy. Gdy wychodziłam
z mieszkania założyłam kurtkę i botki gdyż widać było, ze jesień zbliża się
wielkimi krokami, mimo tych wszystkich upałów. W duchu modliłam się o to, aby
dzisiejszy dzień się jak najszybciej skończył. Marzyłam tylko o tym, aby
znaleźć się w swoim mieszkaniu, wziąć do rąk książkę i zatopić się w świat
bohaterów. Najpierw jednak musiałam wypełnić swoją zmianę.
Mijała ona nadzwyczajnie szybko, ludzie, którzy odwiedzali
aptekę, byli bardzo mili, a Ci którzy przychodzili z dziećmi, zostawali na
dłużej aby schronić się przed deszczem, który padał za oknem. Gdy odsłoniłam
zasłony ujrzałam ponure, szare Jastrzębie. Nie było już tak wesołe jak
wcześniej. Ludzi na ulicach było niewiele, a jak już byli, skrywali się pod
parasolami. Na koniec mojej zmiany, zamknęłam aptekę i odwiesiłam klucze. Pana
Jarka nie było, wyjechał na kilka dni w interesach. Prawdopodobnie dlatego
pracowałam dzisiaj tak długo. Szczęśliwa wyszłam z budynku, mina mi niestety
zrzedła gdy zauważyłam, że nie wzięłam ze sobą parasola. Skorzystałam z faktu,
że deszcz przestał na chwilę padać i szybko przebiegłam kilka ulic. Na moje
nieszczęście krople deszczu znów zaczęły spadać na moją głowę. Schowałam się
pod zadaszeniem jednego z marketów. Do domu miałam dosyć daleko więc
postanowiłam przeczekać. Po kilku minutach stania w miejscu, moje ciało
przeszło zimno. Cała zaczęłam się trząść. Podeszłam do stoiska stojącego obok i
kupiłam gorącą czekoladę na ogrzanie.
-Hej! – usłyszałam znajomy mi głos. Odwróciłam się w stronę
Kubiaka. Stał z drugiej strony ulicy z parasolem w ręku i torba treningową
przewieszoną na ramieniu. Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy go
zobaczyłam. Szybko przebiegł przez ulicę i natychmiastowo znalazł się obok
mnie.
-Ty już chyba do końca zwariowałaś – powiedział z niepokojem
w głosie.
-Eeee, ale o co chodzi? – zapytałam zdziwiona uważnie mu się
przyglądając.
-Jest burza, deszcz zacina jak głupi, a ty stoisz
przemoknięta pod sklepem…no wariatka no…
- westchnął.
-Jaka wariatka? – zmrużyłam oczy – Z pracy wracam –
roześmiałam się cicho.
-Będziesz chora, mówię Ci! – pogroził mi palcem – Czekaj –
powiedział czule i kucnął. Otworzył
swoją torbę treningową i wyjął z niej swoją
klubową bluzę – Zakładaj – nakazał, podając mi ubranie. Zdziwiłam się i
popatrzyłam się na niego lekko zdezorientowanym wzrokiem – Wyprana jest, nie
śmierdzi – roześmiał się.
-W to akurat wierze – uśmiechnęłam się szeroko.
-No to zakładaj – ponaglił mnie.
-Nie.
-Dlaczego?
-Przecież sucha jestem – odparłam bezinteresownie oddając mu bluzę.
-Ten deszcz wymył z Ciebie, resztki Twojego rozumu… -
westchnął i spojrzał na mnie jak na idiotkę – Jesteś przemoczona do suchej
nitki. Zakładaj i to już..
-Dobrze tatooo – odpowiedziałam sztucznie słodkim głosem po
czym założyłam bluzę Michała.
-A teraz chodź, odprowadzę Cię do domu. Deszcz ma padać cały
czas, w nocy również..
-Michał, nie rób sobie przeze mnie kłopotów. Proszę Cię –
powiedziałam cicho wpatrując się jego zaniepokojoną twarz. Uważnie mi się
przyjrzał po czym kącik jego ust lekko się podniósł.
-Jakie kłopoty? – roześmiał się – Kłopoty to ja będę miał
jak Klaudia się dowie, że Ci nie pomogłem – odparł z uśmiechem – A teraz chodź
– machnął ręką, abym weszła pod jego czarny parasol. Niepewnym krokiem
podeszłam do Michała i skryłam się pod materiałem - Tylko wiesz, musisz mi powiedzieć gdzie
mieszkasz, bo tak łazić w koło parku nie będziemy, jak ostatnio, co nie? - spojrzał na mnie z góry przyglądając się mi.
Gdy zauważył, że na niego patrzę, od razu odwrócił wzrok. Uśmiechnęłam się na
samą myśl o tym, jak krążyliśmy wokół parku rozmawiając na przeróżne tematy.
-Ciekawie by było – roześmiałam się.
-Tak w deszczu….mhm… Tylko potem zapalenie krtani, gardła
albo płuc murowane – wyszczerzył się dając mi kuksańca w bok – Wykluczenie z
gry pewne. Opiekowałabyś się mną wtedy!
-A kto wtedy by się mną zajmował? – zapytałam z udawanym
przerażaniem.
-Na pewno nie ja – roześmiał się patrząc na moją minę.
-No na pewno ty! – powiedziałam stanowczo śmiejąc się na
głos.
-Skończyłabyś na OIOMIE. Pozdrawiam – powiedział poważne po
czym wybuchnął śmiechem,
zresztą, ja również to zrobiłam – A tak naprawdę to
gdzie mieszkasz? – zapytał po chwili spaceru po parku.
-Rybnicka – uśmiechnęłam się nieśmiało, po czym obydwoje
skręciliśmy w odpowiednią ulicę – To tam – wskazałam palcem na mój blok.
-Zazdroszczę widoków – odparł nieśmiało się uśmiechając.
-Prawidłowo. Śliczne są – kiwnęłam z uznaniem głową. Po
chwili byliśmy już pod moim blokiem, szybkim krokiem podeszliśmy pod
zadaszenie. Michał złożył parasol po czym oparł się o ścianę.
-Dziękuję, po raz kolejny, że mnie odprowadziłeś. No i
przepraszam za kłopoty – odparłam nieśmiało i spojrzałam na Kubiaka, który w
tamtym momencie bacznie obserwował samochody przejeżdżające ulicą.
-A ja Ci po raz kolejny mówię, to nie był żaden kłopot –
odparł spoglądając na mnie – Ja tam widzę same plusy – roześmiał się i odwrócił
się w moją stronę.
-Na przykład jakie? – roześmiałam się.
-Hmmm..O! Wiem gdzie mieszkasz – odparł dumnie po czym
dostał ode mnie niezłego kuksańca w bok.
-I tak nie znasz numeru mojego mieszkania – odparłam
szyderczo się uśmiechając. Kubiak zmierzył mnie wzrokiem.
-Zawsze mogę popytać Twoich sąsiadów o taką jedną brunetkę z
niebieskimi oczami, dokładnie, farmaceutkę – odparł obojętnie patrząc na mnie z
góry.
-I tak Ci nie otworzę – powiedziałam z udawaną powagą po
czym odwróciłam się aby nie zauważył, że się śmieje.
-Eee, no to wejdę oknem – powiedział stanowczo szczerząc się
przy tym jak głupi do sera.
-A po co? – zapytałam zdezorientowana.
-Żebyś się ciołku rozerwała trochę – szturchnął mnie ramieniem.
-Rozrywki mam w sam raz…
-Mhm..układanie leków na półkach kolorami.. rzeczywiście,
świetna rozrywka – przerwał mi mówiąc bez żadnego entuzjazmu.
-Wcale nie! – udawałam obrażoną.
-No dobra, dobra. Nie obrażaj się – szturchnął mnie
ramieniem i posłami mi jeden ze swoich najlepszych uśmiechów.
-Nie obraziłam się – uśmiechnęłam się lekko i odwróciłam wzrok.
-W takim razie dobra z Ciebie aktorka..
-Nie dobra, wybitna! – wyszczerzyłam się . Stojąc pod
zadaszeniem zauważyłam, że nadal mam na sobie bluzę Michała. Szybko zdjęłam ją z siebie.
-Co ty robisz?- zapytał zdezorientowany patrząc na moje
ruchy.
-Rozbieram się, nie widać? – powiedziałam z ironią w głosie.
Michał zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i głupio się uśmiechnął.
-Nie mam nic przeciwko – odparł wyszczerzony patrząc się na
mnie śmiejącymi się oczami. Nie miałam zielonego pojęcia o co mu chodzi.
-Co ty… - powiedziałam cicho analizując każde słowo Kubiaka.
Po chwili doszłam do tego, co miał na myśli –Debilu! Bluzę tylko zdejmuję! –
roześmiałam się i walnęłam pięścią w jego ramię.
-Ał! – jęknął – Masz! – podsunął swoje ramie pod mój nos
–Całuj! – nakazał.
-Co?! - zdziwiłam
się.
-No boli, pocałuj to przestanie – odparł poważnie patrząc się
na mnie swoimi dużymi oczami. Zwykle te oczęta działały cuda, jednak nie tym
razem, pozostałam nieugięta.
-Sam się pocałuj! – powiedziałam stanowczo śmiejąc się w
głos.
-Gdybym tylko mógł – westchnął- A nie chcesz to nie! –
powiedział masując swoje ramie ręką – Inne dały by się za to zabić – prychnął
udając obrażonego.
-Inne to nie ja – odpowiedziałam uśmiechnięta. Misiek
pozostawał jednak nie wzruszony. Stał odwrócony do mnie bokiem i przyglądał się
przejeżdżającym ulicą samochodom. Podeszłam bliżej niego, wspięłam się na palce
i lekko pocałowałam jego policzek. Tym razem reakcja była natychmiastowa.
Kubiak odwrócił się do mnie przodem i uważnie mi się przyjrzał. Czułam się
nieco nieswojo.
-Za co to? – zapytał lekko zdezorientowany.
-Za tą odprowadzkę – odparłam rozglądając się po okolicy.
-A za ta ranę to kiedy całus będzie? – powiedział wskazując
palcem na swoje ramię.
-Ranę? – popatrzyłam się na niego jak na idiotę – Gdzie tu
ty widzisz ranę? – zaśmiałam się.
-Ja ją widzę – odparł poważnie i schylił się nadstawiając
swój policzek.
-Nie tym razem – zaśmiałam się lekko poklepując ręką jego
policzek.
-Chamska jesteś… -jęknął spoglądając mi prosto w oczy.
-Nie. Szczerze jestem po prostu – odparłam wyszczerzona –
Dziękuję – powiedziałam z uśmiechem podając Miśkowi bluzę, którą wcześniej z
siebie zdjęłam.
-Spoko, polecam się na przyszłość – mrugnął okiem i schował
bluzę do torby.
-To ja się w takim razie ulatniam, do zobaczenia - powiedziałam po czym odwróciłam się w
stronę drzwi wejściowych.
-Do zobaczenia! – odpowiedział. Sądząc po jego głosie,
mogłam się domyślić, że uśmiechał się w tamtej chwili. Mimowolnie, uśmiech
pojawił się także na mojej twarzy.
-Pani Nikolu! – usłyszałam głos dochodzący z naprzeciwka. To
był mój sąsiad, machał do mnie jakimiś papierami. Szybkim krokiem do niego
podeszłam – Pani mieszka pod numerem 19?- zapytał.
-Tak.
-W takim razie ,proszę – podał mi papiery nieśmiało się
uśmiechając – Listonosz chciał wręczyć osobiście, ale Pani nie było. Postanowiłem
sam Pani to dać.
-Dziękuję Panu bardzo – uśmiechając się, skinęłam lekko
głową i podeszłam w stronę drzwi wejściowych ciągle patrząc w świstek papieru,
wyglądało mi to na zwykłe rachunki. Moją drogę jednak przerwała jedna duża
rzecz, jak się później okazało, jeden duży człowiek.
-Teraz już wiem gdzie mieszkasz – Misiek wyszczerzył się od
ucha do ucha po czym dźgnął mnie w żebra i odszedł zadowolony w stronę centrum
Jastrzębia.
-Chamciuch! – krzyknęłam za nim po czym on odwrócił się i
uśmiechnięty pomachał mi. Prychnęłam tylko i weszłam do swojego bloku aby
później odpocząć w swoim mieszkaniu.
Co myślicie o tym rozdziale? :) Może być ? :)
Może być? Jasne! Bardzo fajny.
OdpowiedzUsuńFajne są te dialogi i relacje między nią i Kubiakiem :)
Pozdrawiam i czekam na kolejny ;*
dobry jest!;d zapraszam do siebie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://siatkarskielovestory.blogspot.com/